547 lat tradycji pracy rurmistrzów w Nowym Sączu Wieża ciśnień na Roszkowicach

W obecnym roku Sądeckie Wodociągi świętują stulecie istnienia. Świetny jubileusz spółki komunalnej, która jest spadkobierczynią Rejonowego Przedsiębiorstwa Wodno- -Kanalizacyjnego i wcześniejszych, zbiega się z finalizacją wielkiej inwestycji wodociągowo-kanalizacyjnej, realizowanej za środki unijne w Nowym i Starym Sączu oraz ościennych gminach. Sto lat temu postanowiono ucywilizować nasze miasto i stworzyć jego mieszkańcom nowe, lepsze warunki sanitarne godne początku XXw. Zważywszy na fakt, że Nowy Sącz leży w kotlinie, otulony jest z każdej strony górami, ówcześni inżynierowie miejsce na wieżę ciśnień obrali w podmiejskich Roszkowicach (wówczas wieś). Właśnie na Roszkowicach, 300 metrów od granic miasta, wybudowano potężny zbiornik wody wkopany w ziemię i zamknięty majestatycznym betonowym łukiem na zewnątrz, a w pozostałej części obsypany w formie kopca. Łuk zwieńczono austriackim herbem miasta: rycerzem w otwartej bramie z trzema wieżami. Ciekawostką jest, że kuta stalowa brama na łuku zwieńczona jest stalowym herbem - repliką pieczęci z XIVw. z wizerunkiem świętej Małgorzaty z krzyżem, sądecką farą i pokonanym smokiem u swoich stóp.

Spółka Sądeckie Wodociągi szykuje na jubileusz uroczystości, które upamiętnią chlubny okres działalności zakładu. Nasze skromne Roszkowice poprzez swoje usytuowanie wpisują się w ten jubileusz i można śmiało powiedzieć, że historia po pięciu i pół wiekach zatoczyła koło. Otóż w połowie XVw., a dokładnie w roku 1465, za panowania króla Kazimierza Jagiellończyka, właśnie ze źródeł w Roszkowicach poprowadzono przez około dwa kilometry drewnianą instalację rurociągową, pokonując kapryśne wody potoku Łubinki i rzeki Kamienicy. Roszkowickie zdroje prowadzone rurociągiem z drzewa modrzewiowego pod własnym ciśnieniem wypływały w okolicach ulicy Szpitalnej (prawdopodobnie obecne ulice Piotra Skargi i Wąska), aby z najwyższego miejsca w grodzie rozprowadzać grawitacyjnie wodę dalej na poszczególne kwartały Nowego Sącza. W owym czasie taka inwestycja była nie lada wyzwaniem i pewnie rozmachem, i kosztami jej realizacji przypominała dzisiejszą unijną inwestycję. Pieczę nad rurociągiem sprawowali rurmistrzowie, którzy byli odpowiedzialni za utrzymanie stałego dopływu wody w drewniany rurociągu. Należy pamiętać, że utrzymanie w stanie używalności takiej instalacji przy dawnej technologii i takich różnicach wysokości, wymagało nie lada nakładów i prac konserwatorskich.

Najczęściej psociła Kamienica niszcząc pracę sądeckich rurmistrzów. Aura też nie sprzyjała, powodowała zamarzanie wody w rurach lub przy suchych latach uszczuplała przepływ wody, susząc roszkowickie zdroje. Rurociąg był dumą sądeczan (w XV-wiecznej Rzeczpospolitej była to nowość, dość powiedzieć, że bogata w sól Bochnia podobną instalację funduje sobie 30 lat później) i czynił życie w Sączu komfortowym. Dostawy wody ułatwiały przede wszystkim działalność rzemieślników sądeckiego grodu. Taka sytuacja powodowała, że był okres, w którym pod względem dochodów sądecki wodociąg zajmował po sądeckich młynach drugie miejsce, jednak koszty utrzymania czyniły instalacje nierentowną. Mijały stulecia a nasze miasto ze świeżą i czystą wodą płynącą w drzewnym rurociągiem poczęło podupadać i tracić na znaczeniu.

Po czasach, kiedy synowie Kazimierza Jagiellończyka, pobierający nauki od Jana Długosza i Włocha Filipa Kallimacha w upalnych chwilach gasili pragnienie wodą z roszowickich zdrojów, zdawało się nie pozostać już nic. Po wielu morowych powietrzach, powodziach i pożarach nękających nasze miasto, po prawie pięciu wiekach dla Nowego Sączą na początku XXw. znów powróciły lepsze czasy i miasto zaczęło się rozwijać. Na Roszkowice znów powrócił rurociąg, nie drewniany a żeliwny, złożony z rur kielichowych. Łączenia zabezpieczane są szczeliwem, w skład którego wchodzą sznur suchy i sznur łojowy. Wszystko na łączeniach od zewnątrz zalano ołowiem dla zabezpieczenia szczeliwa. Kilkadziesiąt lat temu, starsi roszkowiczanie co pamiętali inwestycję z 1912r. mówili, że jak kopano doły pod nowy rurociąg, to robotnicy znajdowali jakieś elementy drewniane, których natura sama wytworzyć nie mogła. Dziś możemy się tylko domyślać, że ta inżynierska duma sądeczan sprzed 547 lat była rękami rurmistrzów pozostawiona.

Świadków tych znalezisk próżno już szukać. Po swoistym "bastionie", jaki przypomina stuletni zbiornik wyrównawczy na Roszkowicach oprowadziła mnie pani Elżbieta Nowak z dziada pradziada roszkowianka, kustosz tego wspaniałego obiektu i jednocześnie pracownik Sądeckich Wodociągów. Stuletnie, oryginalne klucze do stalowych krat bramy do zbiornika pani Elżbieta dzieży już jako trzecie pokolenie w rodzinie Nowaków. Moja przewodniczka mówiła, że również Jej pradziadowie opowiadali o odnajdywanych drewnianych rurach na Roszkowicach w trakcie budowy wodociągów przed stu laty.

Grzegorz Fecko

 

powrót