Skarb intuicji

Maj to miesiąc matek, mamuś, maminek i mam. Mamusiowych czułości, trochę krzywych laurek oblepionych klejem i poważnych róż wręczanych ogonkami do góry. Na szkolnych akademiach cieplutko brzmią wierszyki z przerwami na stremowane westchnienia. Mamy mają łzy w oczach. Tulą swoje skarby i dostają energię na kolejny rok. Specjaliści zajmujący się badaniem prawideł rozwoju dziecka oraz relacjami dziecko - matka zgodnie twierdzą, że moment zostania matką zupełnie zmienia kobietę. Oczywiście stwierdzenie jest stare jak świat i banalne. I nie mówimy tu bynajmniej o momencie urodzin naszego skarbu. Przemiana następuje w momencie poczęcia. Tak, tak, kochani filozofowie prenatalni. Jeśli wy macie wątpliwości, kiedy zaczyna się życie człowieka, to pragnę zwrócić uwagę, iż organizm kobiety nie ma takiego dylematu. Od pierwszych chwil nastawia się na ochronę małego gościa. Ale nie tylko. Dużo ważniejsze jest to, że cała kobieta zostaje ukierunkowana na wzmacnianie, prowokowanie i wzbogacanie rozwoju swego dziecka. Inaczej mówiąc, kobieta zostaje matką po to, by pomagać w rozwoju. Ma to w genach. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że korzyść jest obustronna. Mama dostaje od swojego dziecka tyle samo miłości, ciepła i satysfakcji, ile sama mu daje. Niby wszyscy dziś o tym wiemy.

A jednak! Rozwój nauk o człowieku a zwłaszcza psychologii i socjologii oraz podobnie miłych i mądrych dziedzin, bardzo nam poszerzył horyzonty o nas samych. I wpędził w kompleksy. Teraz kobieta (niektórzy mężczyźni również) na wieść o nadchodzącym rodzicielstwie, doznaje swoistego paraliżu i krzyczy: "nie jestem gotowa !". Czytaj: " nie umiem być matką", " nie dam sobie rady z dzieckiem". A to zwyczajnie nieprawda. Kobieta i jej, przysłowiowa już, intuicja istnieją, by wiedzieć jak otoczyć opieką dziecko. Popularną prawdą jest, że od pierwszych chwil po urodzeniu między maluszkiem a jego mamą tworzy się silna więź. Dziecko szuka matki i wtula się w nią. Ale i mama czuje spokój, równowagę i harmonię w momencie, gdy dziecko jest przy niej. Liczenie paluszków, oglądanie, dotykanie, pocałunki i potrzeba mówienia do dziecka, to naturalne zachowania świeżo upieczonej mamy. Nikogo one nie dziwią, a raczej mocno rozczulają. Nie każdy jednak wie, że te "odruchy" serca są niezastąpione w zaspokojeniu dziecku potrzeby bezpieczeństwa w pierwszych godzinach. Maluch zmienił właśnie środowisko życia i jedyny język, który wyjaśni mu to wszystko, to czucie mamy. Jeśli ją czuje, wszystko jest w porządku. Można przystąpić poznawania reszty świata. A to wcale nie takie proste. Kluczem do wejścia w życie jest równowaga. Oj, co za wielkie słowa już w pierwszej dobie życia.

To jednak podstawowa prawda. Pierwszym zmysłem dziecka, którego potrzebuje, jest zmysł równowagi. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak głębokie ma on znaczenie. Dzięki niemu i poprzez niego rozwijają się pozostałe zmyły Od tego, jak się ukształtuje zależy potem nasz sposób poruszania, rozumienia, jak ułożone jest nasze ciało. Dzięki temu możemy uprawiać sport, jeździć na rowerze, a po każdym skręcie samochodem nie dostajemy zawrotów głowy. Nasze ciało gra w siatkówkę a my czerpiemy z tego radość i przyjemność. I nie zastanawiamy się, że każdy ruch nadgarstka czy wyskok "wykonuje się sam". Nie musimy tego planować. Nasze ciało, nasz mózg po prostu robi to. I nie pyta nas o zdanie. Pamiętajmy jednak, że dziecko rozwija się własnymi siłami. Mama wspiera i towarzyszy. I gdyby w dniu urodzenia dziecka otrzymała od lekarza kartkę z zaleceniami o medyczno - naukowym wydźwięku, zapewne wpadłaby w panikę. Na szczęście nie ma takiej potrzeby. Pan Bóg tak to zaplanował, że matka wie, co ma robić. Te zajęcia, to najzwyklejsze zabawy z dzieckiem, które dają obu stronom dużo, dużo radości. Mama całuje, to również delikatny, najbardziej naturalny masaż. Mama przytula, dziecko czuje się bezpiecznie ale też poznaje granice własnego ciała, jego położenie, jego części. Pozycja na brzuszku, delikatne uniesienie główki. Mama ciepłym głosem przemawia, zachęca. Próby się powtarzają, główka coraz dłużej zatrzymuje się ponad ciałkiem. Wcale nie chcę powiedzieć, że mama robi dziecku wykład, a ono rozumie i spełnia polecenia. Nie. To głos mamy, jej zapach, dotyk kojarzą się ze wszystkim, co najlepsze. I dzieciaczek całym sobą wie, że jest dobrze. Jeszcze drażliwa kwestia huśtania.

Czynność, która całe lata była przedstawiana jako przykład rozpieszczania dziecka. Nic bardziej mylnego. Kołysanie dziecka to jedna z najbardziej odruchowych czynności matki. Jest pieszczotą, ale jednocześnie jednym z podstawowych sposobów kształtowania zmysłu równowagi dziecka. Bujanie wymusza na mózgu, aby dostosował zmysły do zmieniających się potrzeb dziecka. Zatem bujajmy, całujmy, głaszczmy i przytulajmy nasze maleństwa. To taka wielka radość. Na pewno pomoże nam świadomość, że nie rozpieszczamy w ten sposób naszych dzieci. Wręcz przeciwnie, dajemy im idealne warunku rozwoju. W akcie stworzenia nie zabrakło żadnego elementu. Tak właśnie kocha nas Bóg. Poprzez radość bycia z nami.

Małgorzata Rams

powrót