Pocztówka z Zambii

Wyjechałem z Zambii na urlop 8 kwietnia. Zatrzymałem się po załatwieniu niezbędnych spraw w biurze misyjnym w Londynie. Miałem w planie podróż do Kanady, gdzie robimy zbiórki na cele misyjne, ale okazało się, że wymagany jest tam nowy paszport z chipem, którego nie miałem. Potem w Irlandii zatrzymała mnie chmura wulkaniczna. Musiałem wracać do Anglii autobusem - do Polski dotarłem 27 kwietnia. Zaraz w niedzielę mam okazję zobaczyć przygotowania do pierwszej komunii św. w parafii kolejowej. Przypomniały mi się nasze zambijskie chrzty i pierwsze komunie. Dzieci chrzczone są u nas w wieku katechetycznym, poza nielicznymi wyjątkami, (chrzczonymi jako niemowlaki).

Powodem takiej praktyki jest to, że często dzieci nie mają rodziców i byłoby bezcelowe chrzczenie dziecka, które nie będzie miało nikogo, kto by jego chrześcijaństwo wspierał. Większość z tych naszych dzieci sama z siebie chce być ochrzczona - to ich inicjatywa. Przygotowanie trwa dwa lata. Aby przyjąć pierwszą komunię, przygotowują się dalszy rok. Takie przygotowanie składa się z cotygodniowego uczęszczania na katechezy, w większości w niedziele po Mszy św. Podręcznikiem jest katechizm i Pismo św. wykładane przez wolontariuszy- katechistów. Nie ma notatników, więc trzeba bardzo uważać i wszystko zapamiętać. Jak są jakieś zadania, to wykonuje sie je na piasku, pisząc palcem czy patykiem.

W tym roku przez okres Świat Wielkanocnych ochrzczonych zostało około 400 dzieci i przystąpiło do pierwszej komunii mniej więcej tyle samo. W Kanchomba zorganizowaliśmy chrzest i komunię dzieci z trzech centrów misyjnych. Jednym z wymagań jest przyjście ze świecą, no i tutaj niektórzy muszą oszczędzać świeczkę, która normalnie służy do oświetlenia chaty. Ponieważ chrzest i pierwszą komunię organizujemy w tym samym czasie, mieliśmy kiedyś problem, gdy dzieci się pomieszały no i ci, co mieli być ochrzczeni, przystąpili do komunii, a ci co mieli mieć pierwszą komunię zostali powtórnie ochrzczeni. Teraz ci co mają być chrzczeni, muszą mieć karteczki z imionami przypięte do koszuli. Widzę nerwowość, bo nie mają z czego "zrobić" tych karteczek - zapomnieli zeszytu. "Pożyczam" im jakąś kartkę z ogłoszeniami (druga strona jest pusta). Kolce z krzaków służą za spinki do przypięcia na ubraniach. Widzę, że jedno z imion jest do góry nogami i przy próbie przeczytania oblewam swoją albę i moczę moje nowe buty, ale to święcona woda, wiec pewno żadne zło się ich nie chwyci. Do tego jedna ze świeczek na ołtarzu się przewraca no i prawie nam spłonął ołtarz polowy. Ministranci stanęli na wysokości zadania i mały pożar ugasili sprawnie, oczywiście używając świeconej wody.

Ma więc ona różne praktyczne zastosowania (pewno by ją tutaj reklamowali jako "Wielofunkcyjną Wodę Święconą" co sprytniejsi proboszczowie). Msza jakoś nie może się skończyć z powodu powszechnej radości wszystkich uczestników, a przecież niektórzy mają ponad 20 kilometrów do swojej wioski. Kiedy rozmawiam z nimi, widzę twarze pełne radości i dumy. Są szczęśliwi, a gdy pytam, czego teraz najbardziej pragną, mówią mi, że marzy im się własne Pismo św. Mówiono im, że był kiedyś pewien ksiądz, który jako podarunek po pierwszej komunii rozdał egzemplarze Pisma św. Takie są marzenia dzieci w Kanchomba. Będąc w Irlandii, natrafiłem na bierzmowanie i pierwszą komunię św. Studiowałem tutaj teologię prawie 20 lat temu. Uczestniczyłem wtedy w przygotowywaniu młodzieży do bierzmowania i dzieci do pierwszej komunii św. Pamiętam, jak matka jednego z chłopców pierwszokomunijnych przyszła z płaczem, że nie ma pieniędzy na kupienie "garnituru" dla swego syna, a w ten co ma wstydzi sie go ubrać, bo będą się z niego śmiali. Były też wtedy boje o to, aby bierzmowane dziewczyny ubierały sie przyzwoiciej.

Ku mojemu zdumieniu bierzmowani mieli jednolite alby, a dzieci komunijne coś w rodzaju komeszek ministranckich. Wyglądało to wręcz efektownie i z rozmów wynikało, że ukróciło to rywalizację miedzy rodzicami, jak dziecko ubrać, żeby wyglądało najlepiej. Słyszę, że nadal problemem są podarunki, jakie dostają albo nie dostają po I komunii św. Problematyczne są też wystawne przyjęcia po bierzmowaniu młodzieży. Gdzie skarb tam i serce moje. Dobrze pewno zadać sobie to pytanie: gdzie jest moje serce?

Wasz w Panu Andrzej Leśniara

powrót