Duch Święty na kartki

Czy się siedzi, czy się leży

Były kiedyś takie czasy, że wszyscy wszystkiego dostawali z przydziału. Po równo. Czasy kartek na wszystko: na cukier, na masło, na mięso; kartek na alkohol czy papierosy. Duży czy mały. Stary czy młody. Z miasta czy ze wsi. Nieważne. Każdemu się należało co jego. Małolat mógł ewentualnie wymienić "pół litra" na tabliczkę czekolady. Ale jakby się uparł to powinien je dostać, bo należało mu się ono "z przydziału". Także buty były na kartki. Dlatego czy ktoś ich potrzebował czy nie, jeśli dostał kartę czy talon, kupował jedną parę, nawet jeśli była za duża. Później mógłby już nie mieć tyle szczęścia. A poza tym, zawsze mógł je wymienić na coś innego. Nawet praca i pensja się człowiekowi należała. Marna była, bo marna, ale za to wiadome było, że "czy się siedzi, czy się leży dwa tysiące się należy". Ech, dziwne to były czasy! Starsi znają je z doświadczenia i niekiedy o nich opowiadają. Młodsi uczą się o tym z podręczników historii. I pewnie jedni i drudzy dziwią się dziś, jak można było tak żyć.

Moje prawo do

Niby dawne to czasy. Minione. A jednak chyba nie zupełnie. Z tamtego okresu pozostała w nas mocno wpojona świadomość, że to i owo się mi "należy". Nawet jeśli nie do końca czegoś potrzebuję, lub nie wiem do czego służy. Tak więc mam prawo do edukacji, która mi się należy. Mam prawo do swobód obywatelskich. Mam prawo do wyrażania własnej opinii (choć nie zawsze chcę przyjąć "prawo" do ponoszenia odpowiedzialności za moje słowa). Należy mi się bezpłatna opieka lekarska. Mam prawo do… Itd., itp. Takie wyrażenia i słowa powtarzamy prawie nieustannie. Jednocześnie to "prawo" sprawia, że nie cenimy tego, co się nam "należy", co otrzymujemy "z przydziału". Nie raz już wykazywano, że - na przykład - studenci, którzy muszą płacić za swoją edukację, niejednokrotnie więcej ją sobie cenią i bardziej się przykładają do nauki, bo wiedzą, ile ich ona kosztuje.

Łaska z przeceny

Niestety taki styl myślenia przenosimy także do Kościoła. Kiedy rodzi się dziecko, to należy je ochrzcić (mówiąc inaczej: chrzest mu się należy). Kiedy podrośnie należy mu się Pierwsza Komunia, a jeszcze bardziej związane z nią przyjęcie i prezenty. W czasie świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy należy iść do spowiedzi za co należy się rozgrzeszenie, niezależnie od tego, czy ktoś rzeczywiście pragnie zmienić swoje życie (poprawić się) czy nie. Nawet bierzmowanie czy ślub kościelny należy przyjąć: albo dlatego, że tak wypada, albo po prostu dlatego, że wszyscy tak robią i wszystkim się to należy. Mam czasem wrażenie, że traktujemy Boga jak sprzedawcę w sklepie, który ma nam podać kolejny towar "na talon", które dostaliśmy z przydziału. Ewangelicki pastor Dieter Bonhoeffer (zabity w obozie koncentracyjnym Flossenbürg w Bawarii) dobrze to ujął pisząc o Ťtaniej łasceť, która "jest jak towar oddany za bezcen: przebaczenie z przeceny, pocieszenie z przeceny, sakramenty z przeceny; to tak, jakby niewyczerpany skarbiec Kościoła opróżniano lekką ręką, bez cienia wątpliwości i bez ograniczeń. Tania łaska to łaska bez pójścia za Chrystusem, łaska bez krzyża, łaska bez żywego Jezusa Chrystusa, który stał się człowiekiem".

Duch Święty z przydziału

Taką "tanią łaską" stał się niejednokrotnie Duch Święty. Iluż z nas uważa, że - skoro przychodzi wiek bierzmowania - młody człowiek powinien przyjąć ten sakrament. Powinien, bo przecież mu się należy. Powinien, bo inaczej będą później trudności ze ślubem w kościele. Powinien, tak na wszelki wypadek, itd. Tymczasem Duch Święty to wielki dar, skarb, o który trzeba prosić. Nie przychodzi On na "zawołanie". Nie dostaje się Go ze sklepu jak towar z przydziału. Często zapominamy, że Duch wieje kędy chce… i nie da się nad Nim zapanować. Jego przyjście jest związane z tym, co Bonhoeffer nazywał Ťdrogą łaskąť, która jest jak "skarb ukryty w roli, dla którego człowiek wyzbywa się wszystkiego, co posiada; to drogocenna perła, za którą kupiec oddaje całe swoje dobra; to królewskie władanie Chrystusa, dla którego człowiek wyłupuje oko, które jest przyczyną zgorszenia. Łaska droga to Ewangelia, której wciąż od nowa trzeba szukać, dar, o który trzeba zabiegać, drzwi, w które trzeba kołatać. Jest ona droga, bo ma swoją cenę, bo zapłacono za nią życiem Człowieka. Przede wszystkim łaska ta jest droga, bo droga była dla Boga, gdyż Bóg zapłacił za nią życiem swego Syna - "za wielką bowiem cenę zostaliście nabyci".

Proście, a będzie wam dane

Okres wielkanocny to czas szczególnego działania Ducha Świętego. To czas, w którym więcej wołamy i prosimy o tego Ducha. To czas, który kończy się Zielonymi Świętami - Niedzielą Zesłania Ducha Świętego. Nie przychodzi On jednak na wszystkich. Nie zstępuje automatycznie. Nie wszystkich obdarza jednakowo swoimi darami, bo nikomu się one nie należą z przydziału. Bóg nie musi nikomu nic dawać. Jest w pełni wolny i suwerenny. Czyni to jednak chętnie wobec tych, którzy Go o to proszą, i którzy umieją doceniać Jego dary. Jezus powiedział kiedyś do Apostołów, by nie rzucali pereł między świnie. Wiedział bowiem, że ich nie docenią, a jedynie podeptają i zmieszają z błotem (w sensie dosłownym i przenośnym). Oby do nas nie odnosiły się te słowa. Dlatego szczególnie w tym okresie prośmy z pokorą i wytrwałością "przyjdź Duchu Święty, [gdyż] ja pragnę, o to dziś błagam Cię…". Prośmy, bo On wcale się nam nie należy. A bez "Jego tchnienia, cóż jest wśród stworzenia, jeno płacz i nędza".

o. Tomasz Oleniacz SI

powrót