NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH, czyli wywiad z Jaśkiem Melą, pierwszym niepełnosprawnym i jednocześnie najmłodszym w historii zdobywcą obu biegunów, oraz założycielem fundacji Poza Horyzonty.

Justyna Kiełcz: Brałeś udział w wielu niebezpiecznych i fascynujących przygodach, czym jest według Ciebie prawdziwa odwaga?

Jasiek Mela: Dla mnie odwaga jest energią, która pozwala robić nam rzeczy niestandardowe, przełamywać stereotypy, pokazywać, że tak naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Odwagą jest też czasem poddanie się. Niekiedy najbardziej męską czy odważną decyzją może być zawrócenie, jak na przykład w czasie wypraw, gdzie najważniejsze jest bezpieczeństwo. Odwagą nie jest również droga do celu po trupach.

JK: W wielu wywiadach mówiłeś, że chcesz żyć pełnią życia. W czym ta pełnia wyraża się na co dzień, kiedy nie masz spotkań, czy nie zdobywasz kolejnych szczytów?

JM: Pełnia życia wyraża się w realizowaniu swoich pasji. To mogą być wielkie wyprawy, fotografowanie, robienie tego, co po prostu kocham. Pasjonuję się na przykład kinematografią, starym filmem, czy też starociami. Życie pełnią życia, to odwaga do realizowania szalonych, niekoniecznie ogromnych, ale nawet prostych rzeczy.

JK: Kiedy wpadasz na jakiś nowy pomysł, lub odkrywasz swoje kolejne marzenie, jak szybko zaczynasz je realizować?

JM: Wszystko oczywiście zależy od samego pomysłu, od trudności spełnienia tego marzenia. Do wielu marzeń potrzeba po prostu przyjaciół, kogoś kto nam pomoże je spełnić. Staram się łapać marzenia za ogon i realizować je szybko, żeby nie zniknęły.

JK: Skąd bierzesz pomysły na te wielkie z pozoru niemożliwe rzeczy?

JM: Zazwyczaj ze spotkań z ludźmi. Spotykam się z fajna grupą i nagle pojawia się jakiś szalony pomysł, który z pozoru jest niewykonalny. Wtedy ktoś mówi: "- Nie, no stary nie da się." I zaraz ktoś inny pyta: "- Dlaczego?" I tym sposobem wiele z takich pokręconych pomysłów przechodzi później do rzeczywistości.

JK: Zachęcasz ludzi do tego, żeby spełniali swoje marzenia. Jak często Ty marzysz i dlaczego uważasz, że warto to robić?

JM: Marzę cały czas. Uważam, że warto to robić i spełniać swoje marzenia, bo to są kolory życia. Kiedy robimy coś męczącego na przykład nauka do sesji, praca, szkoła, inne obowiązki, ale na horyzoncie mamy cel którym jest marzenie, to wtedy nawet najbardziej denerwujące rzeczy możemy przeboleć.

JK: Wielu młodych ludzi żyje w szarej rzeczywistości "szkoła-dom-znajomi". Jak się z tego wyrwać i zacząć żyć prawdziwie?

JM: Myślę, że warto jest spotykać się z różnymi ludźmi. Ja kocham festiwale podróżnicze, staram się jeździć na prawie każdy jeśli tylko daję radę. Tam po prostu znajduję inspirację. Widzę, że tak naprawdę da się wykraczać poza horyzonty, poza swoje bariery. Można po prostu stanąć przy drodze, złapać stopa i pojechać na koniec świata. Na festiwalach powstają przeróżne pomysły. Podchodzisz do kogoś, i mówisz : "Słuchaj stary, podoba mi się Twój pomysł, chętnie bym się w to włączył." I jesteś. Nie potrzeba kasy, nie potrzeba nazwiska. Ja pochodzę z dosyć ubogiej rodziny, jeśli organizujemy dużą ekspedycję, to wszystko jest na zasadzie sponsoringu. Jak ja chce gdzieś pojechać, to jadę stopem. Na te wakacje planuję wyjazd koleją transsyberyjską. Za miesięczny wyjazd do Mongolii, którą chcę przejechać konno, zapłacę tyle, ile ktoś inny płaci za pobyt w Zakopanem. Zatem to jest kwestia głowy nie kasy, a nawet jeśli kasy, jechać zarobić. Sam pracowałem w Norwegii przez miesiąc malując domy i szlifując jakieś deski, po prostu się da, jeśli się chce:)

JK: Gdybyś miał wybrać jedną wartość, która jest w Twoim życiu najważniejsza, to co by to było i dlaczego właśnie to?\

JM: Trudno wybrać jedną. Istnieją różne cechy, które są równie ważne. Myślę, że z cech ludzkich najważniejsza jest pokora. Trzeba być po prostu pokornym, bo inaczej szybko się to życie kończy. Ważna jest też odwaga, by nie bać się wykraczać poza schematy, poza coś, co się wydaje niemożliwe.

JK: Wiele razy mówiłeś, że twoim największym marzeniem jest założenie rodziny. Jaki wobec tego jest twój ideał kobiety?

JM: Mój ideał? hmmm.... Przede wszystkim inspirująca. Myślę, że generalnie w związku, ludzie powinni być dla siebie jedną wielką inspiracją. Jednocześnie chciałbym, aby kobieta była tajemnicza i intrygująca, byśmy mogli cały czas odkrywać w sobie coś nowego.

JK: Jaką rolę w twoim życiu pełni wiara w Boga? JM: Wiara jest nadzieją. Ona daje ufność w to, że wszystko jest po coś, że trudne doświadczenia mają swój cel. Tak naprawdę, gdyby nie wiara w Boga to mnóstwo rzeczy w życiu byłoby bez sensu, no bo po co by się działy jakieś straszne rzeczy, po co ludzie by się poświęcali, a to nadaje sens. To jest taka siła, która daje mi pewność na to, że zawsze jest wyjście z każdej sytuacji - trzeba po prostu uczyć się zaufania…

JK: Kiedyś powiedziałeś, że nie ważne gdzie jesteś, wszędzie Bóg jest tak samo blisko. Jednak będąc w górach słyszysz "-Jestem nie musisz krzyczeć!". Jak rozpoznajesz głos Boga w sobie?

JM: Niektórzy mówią, że w górach, czy na wyprawach jest się bliżej Boga. To nie jest prawda. Jesteś tak samo blisko, tak samo daleko. Tylko to jest tak jakbyśmy stali 3 metry od siebie na pustym polu, a 3 metry od siebie po dwóch stronach ulicy. Odległość miedzy nami jest ta sama, ale jest tyle "zakłucaczy", że się po prostu nie dogadamy. Z Bogiem jest podobnie. Jeśli mamy tysiące rzeczy na głowie, brakuje nam czasu na modlitwę, na kościół, to wydaje się nam, że On jest dalej. A tak naprawdę to my się sami oddalamy.

JK: Nie ma rzeczy niemożliwych. Jaka jest Twoja kolejna bariera która chciałbyś pokonać?

JM: Mam kilka takich swoich osobistych wyzwań. Mój plan na ten rok to Mongolia konno, Islandia szlakiem jaskiń lodowych, oraz we wrześniu razem z fundacją planujemy wspinaczkę na ścianę El Capitan w Kalifornii. Tysiąc metrów litej ściany pionowej, trzy do czterech dni wspinaczki. Poza tym bardzo chciałbym przejechać Amerykę Południową autostopem, wybrać się jeszcze raz na Spitsbergen, który jest fascynującym miejscem.

Justyna Kiełcz i Jasiek Mela

powrót