Weekendowe świętowanie

Karolina Żelasko: W tym roku obchodzi Ojciec 25-lecie swoich ślubów zakonnych. Jak to wszystko się zaczęło? Może ktoś miał wpływ na Ojca wybór? I dlaczego akurat zakon jezuitów?

O. Proboszcz: Dokładnie to 25 lat od wstąpienia do zakonu. Faktycznie, 25 lat czyli w 1985 roku to wszystko się zaczęło. Największy wpływ miał Duch Święty no i Pan Jezus. Rozmyślanie nad powołaniem zaczęło się po studniówce - to był ten czas przełomowy, takiego zmagania się. Pod koniec czerwca zapadła ostateczna decyzja, że chce wstąpić, a wybór był między Zakonem Jezuitów, a Seminarium Diecezjalnym. Kiedy mój tata dowiedział się, że chcę wstąpić, zaproponował nawet, że zawiezie mnie do jednego z naszych krewnych który jest księdzem, żeby mi pomógł rozeznać. Ale wtedy ja powiedziałem mu, że jeśli pojadę do Jezuitów, którzy byli 5 km od mojej miejscowości to wstępuję do nich. Pojechałem do Starej Wsi, następnie odesłano mnie do Krakowa, a tam w ciągu 5 godzin zostałem przyjęty i … Oto jestem.

Karolina Żelasko: Jak Ojciec wspomina czasy swojego nowicjatu? Czy różni się on od tego, do którego w tym roku udał się jeden chłopak z naszej Parafii ?

Ojciec Proboszcz: Z całą pewnością się różni. Kiedy ja wstępowałem było nas 15, a obecnie na "moim roku" pozostało nas 6, w tym jeden zmarł na nowotwór w trakcie studiów teologicznych. Podczas pierwszego roku nowicjatu mieliśmy bardzo dużo zajęć związanych z pracą fizyczną, tak zwane "wychowanie przez pracę" i byliśmy również liczną grupą, było nas około 40, a obecnie w Starej Wsi jest 10 nowicjuszy. Pewnie większy spokój mają. Teraz nowicjusze mogą jednak częściej być odwiedzani przez swoją rodzinę, czy np: opuszczać nowicjat. Kiedy ja byłem w nowicjacie, to przez te 2 lata wyjścia były ograniczone do minimum. Jest jednak wiele rzeczy takich samych: poranne wstawanie czy modlitwy, medytacje, Msze Święte czy wyjścia na "willę", różnego rodzaju prace fizyczne. Dla nas i dla nich był to czas takiego duchowego wzrostu, rozwoju, czas rozeznawania, przygotowanie się do decyzji o złożeniu ślubów.

Karolina Żelasko: W 2004 roku został Ojciec decyzją Prowincjała mianowany Proboszczem naszej Parafii. Z jakimi planami, marzeniami Ojciec tutaj przyjechał. Ile z nich zostało zrealizowanych?

Ojciec Proboszcz: Owszem miałem wiele marzeń i planów, ale było również wiele obaw. To było pierwsze moje probostwo, pierwsza tak odpowiedzialna funkcja. Wiedziałem że ta parafia jest bardzo wymagająca, ponieważ przez 2 lata pracowałem tu jako kleryk. Myślę, że ze względu na mój młody wiek wtedy i takie zaufanie Bogu, zgodziłem się. Kiedy Prowincjał mi o tym powiedział, powiedziałem, że mam wątpliwości, ale przyjmę tę misję w duchu posłuszeństwa. I tak się szczęśliwie ułożyło, że wiele marzeń związanych z parafią, remontami, czy z naszą wspólnotą, udało się spełnić. Oczywiście stało się to też dzięki moim współbraciom, bliskiej współpracy z O. Robertem Więckiem przez 6 lat. No i myślę, że udało się odpowiedzieć na potrzeby naszych parafian. Ciągle staramy się rozmawiać, żeby szukać najlepszych rozwiązań na ciągle zmieniające się czasy, na ciągle zmieniającego się też w tych czasach człowieka.

Karolina Żelasko: A może zdarzyły się Ojcu u nas na parafii, jakieś sytuacje których się Ojciec nie spodziewał?

Ojciec Proboszcz: Przychodząc z Wrocławia, ta ilość osób w naszym Kościółku Kolejowym, osób korzystających z sakramentu spowiedzi czy z Komunii Świętej - to była liczba której się nie spodziewałem. Czy to jest czas przed Świętami, czy po Świętach, czy wakacje, lub inny czas, to zawsze siedząc w konfesjonale, ktoś przychodzi i się spowiada, na Mszy zawsze jest duża liczba ludzi - to jest coś, co na początku zaskakuje. Z drugiej strony niewątpliwie mnie to cieszy, kiedy w poranną Mszę w dzień powszedni, jest dużo wiernych w kościele, którzy modlą się ze mną i za mnie. To jest piękne i budujące, mnie jako Księdza i jako Proboszcza. Daje mi to satysfakcję oraz dodaje siły.

Karolina Żelasko: Czy w ciągu tych 25 lat miał Ojciec jakieś swoje prywatne zainteresowania, hobby?

Ojciec Proboszcz: Myślę, że w ciągu tego czasu troszeczkę ich było. W czasie studiów były to zainteresowania związane z filozofią, potem pojawiło się myślenie o misjach, które jednak nie doszło do skutku. W czasie studiów, bardzo lubiłem uczyć się obcych języków, dzięki czemu mogę teraz odprawić Mszę Świętą w różnych językach. To były takie rzeczy, które mnie interesowały. Będąc we Włoszech bardzo pokochałem ten kraj i tych ludzi.

Karolina Żelasko: Czy będąc zakonnikiem, może mieć Ojciec plany na przyszłe 25 lat?

Ojciec Proboszcz: Z Bożą wolą, chciałbym być dalej jezuitą, dalej pracować jako ksiądz w takiej właśnie pracy bezpośredniej. Mieć kontakt z ludźmi, bo widzę, że w tym się dobrze czuję. Kontakt z ludźmi nie sprawia mi trudności, przeciwnie czerpię z tego radość. Zaś jeśli chodzi o pracę administracyjną, to znam się na niej, bo było jej trochę nawet przy remontach, ale jednak wolał bym pracować z ludźmi bezpośrednio. Niemniej, nie da się tego przewidzieć, bo to ode mnie nie zależy. Ostateczna decyzja należy do prowincjała.

Karolina Żelasko: Dziękuje bardzo za wywiad i życzę równie owocnych kolejnych 25 lat życia zakonnego!

Z o. Proboszczem Józefem Bireckim SJ rozmawiała Karolina Żelasko Nominacja

powrót