Ministranci na wakacjach

Tegoroczny obóz dla ministrantów z parafii Ducha Św. , odbywał się w dniach 03.08 - 11.08.09 w Jastrzębiej Górze. Parafię w tym nadbałtyckim kurorcie prowadzą OO. Jezuici. Ministranci pod opieką prefekta o. Mariusza Łobodzińskiego SI oraz księdza Artura Niechwieja SI wyruszyli 03.08.09 z dworca kolejowego w Nowym Sączu w szesnastogodzinną (!) podróż pociągiem do Gdyni. Dla niektórych była to pierwsza podróż koleją. Tam już czekał wynajęty bus. Po rozpakowaniu się i posiłku mimo braku snu i zmęczenia podróżą wyruszyliśmy na pierwszy spacer plażą i zwiedzanie Jastrzębiej Góry. Pogoda była wyjątkowo udana - przez cały czas towarzyszyło nam piękne słońce i bezchmurne niebo. Trzy dni z naszego pobytu przeznaczyliśmy na plażowanie i kąpiele w Bałtyku (którego temp. ulegała dość znacznym wahaniom od 8 do 18 stopni Celsjusza).

Dynamicznie rozwijało się budownictwo przy użyciu piasku - koronnym dziełem było wykonanie postaci Syrenki Warszawskiej której twarz użyczył jeden z ministrantów (nazwisko i imię znane redakcji). Jako że Jastrzębia Góra jest częścią Kaszub nie mogło zabraknąć kaszubskiego wieczoru muzyczno - tanecznego, prowadzonego w kaszubskim języku połączonego z grillem. Bogaty był program krajoznawczy. Za pierwszy cel obraliśmy sobie Gdańsk. Po niezwykle barwnej podróży busem (w tym miejscu pozdrawiamy naszego kierowcę p. Tadeusza) dotarliśmy do najstarszej części Gdańska zwanej Miastem Głównym. Wyruszyliśmy wraz z przewodniczką sprzed Zielonej Bramy, zwiedziliśmy kolejno Wyspę Spichrzów, Żuraw Gdański, ul. Mariacką, Kościół Najświętszej Maryi Panny (największy ceglany kościół na świecie) i wdrapaliśmy się na jego wieżę (150 schodów kręconych i 258 klatką schodową) skąd rozciąga się wspaniały widok na Gdańsk. Następnie obejrzeliśmy Główną Zbrojownię, ul. Długą oraz Gdański Rynek z ratuszem, Dworem Artusa i Fontanną Neptuna. Kolejnym punktem zwiedzania Gdańska była wizyta pod Bramą Stoczni Gdańskiej - kolebki Solidarności i modlitwa pod pomnikiem poległych Stoczniowców. W końcu udaliśmy się na Westerplatte i do Nowego Portu. Był to dzień bogaty w wydarzenia i pełen wrażeń. Idąc za ciosem następnego dnia wyruszyliśmy na podbój Gdyni i Sopotu. Na nabrzeżu gdyńskim zwiedziliśmy okręty ORP "Błyskawica" oraz "Dar Pomorza". Następnie udaliśmy się w rejs po Zatoce statkiem stylizowanym na piracki.

Gdyni wyruszyliśmy do najsłynniejszego chyba kurortu polskiego wybrzeża - Sopotu. Przechadzając się po słynnym Monciaku (dla niewtajemniczonych ul. Bohaterów Monte Cassino) i Sopockim Molo (blisko pół kilometra długości) rozkoszowaliśmy się urokami nadmorskiego odpowiednika "Krupówek". Wpadłszy w krajoznawczy trans kolejnego dnia wyruszyliśmy na oblężenie zamku w Malborku. Po przybyciu na miejsce stwierdziliśmy, że niestety ktoś już zdobył go przed nami - przez bramę wejściową przetaczały się bowiem tłumy turystów. Zwiedzanie krzyżackiej stolicy - Marienburga - zajęło nam bite trzy godziny, a tempo mieliśmy dobre. Przewodnik zaprowadził nas do najważniejszych części zamków: niskiego, średniego i wysokiego. Przy okazji obejrzeliśmy ekspozycję uzbrojenia rycerskiego oraz wyrobów z bursztynu. Tego dnia odwiedziliśmy jeszcze zamek krzyżacki w Gniewie - najbardziej pamiętnym akcentem jego zwiedzania była ogłuszająca salwa armatnia, oddana na cześć młodej pary biorącej akurat ślub w zamkowej kaplicy.

Nie omieszkaliśmy również odwiedzić najbardziej charakterystycznego szczegółu na mapie Polski - Półwyspu Helskiego. Przejeżdżając przez kolejne kurorty m.in. Juratę, Jastarnię, Chałupy, mając w zasięgu wzroku po obydwu stronach drogi morze dotarliśmy na sam kraniec półwyspu, do miasta Hel. Odwiedziliśmy najpierw najdalej wysunięty w morze Cypel, a następnie udaliśmy do fokarium. Mimo tłumu zwiedzających z podziwem przyglądaliśmy się pokazowi karmienia i tresury hodowlanego stada fok szarych (helichoerus grypus). W drodze powrotnej do Jastrzębiej Góry odwiedziliśmy jeszcze latarnię morską w Rozewiu, najdalej wysuniętym na północ skrawku Polski. Wszystkim wydarzeniom towarzyszyły, rzecz jasna wizyty w lodziarniach, pizzeriach i smażalniach ryb - wypoczynek wszak łączy się ściśle z inwestowaniem we własny organizm. Jednakże głównym punktem każdego dnia była poranna Eucharystia, a także modlitwa w odwiedzanych podczas naszych wypraw kościołach i kaplicach. Wszystko co dobre szybko się kończy. I my także musieliśmy opuści gościnne Kaszuby, żegnani prze krople deszczu spływające po szybach wagonów. Ale być może tu powrócimy, bo przecież… kaszebi łelają nas! ( kaszubi wołają nas ) Serdecznie dziękujemy tym wszystkim, dzięki którym nasz wyjazd stał się możliwy!!!

Ks. Artur Niechwiej SI O. Mariusz Łobodziński SI prefekt ministrantów

powrót