Czuwanie Młodych w Dębowcu...

Wakacje są doskonałym czasem na to, aby pogłębić kontakt z Panem. Mamy ku temu wiele okazji, gdyż spotkań, gdzie młodzież mogłaby się pomodlić, zatrzymać na chwilę i porozmawiać ze Stwórcą jest wiele. Jednym z takich miejsc jest Dębowiec k. Jasła - malutka, ale jakże malowniczna wioska, gdzie młodzi ludzie przybywają, aby spotkać się z Maryją z La Salette, która zachęca wszytskich do żarliwej modlitwy "Zbliżcie się moje dzieci, nie bójcie się, przyszłam oznajmić wam wielką nowinę." Wystarczyło otworzyć swoje serce i wsłuchać się w to, co Maryja ma nam do powiedzenia. Strychowiecze również wyruszyli do Dębowca, aby wsłuchać się w Słowa Maryi. Przybyli na miejce z uśmiechami na twarzy. Rozpierała ich radość, że mogą spędzić wspaniały czas razem modląc się, kontemplując i adorując Pana. Czuwanie to trwało od 29 czerwca do 4 lipca. Każdy dzień był bardzo urozmaicony i zawierał coś dla ciała jak i ducha, a także śniadanie, obiad i kolację. W wolnych chwilach każdy mógł pograć w siatkówkę, pospacerować i napić się wody, gdyż upały dawały się we znaki. Większość dni kończył koncert jakiegoś zespołu chrześcijańskiego, były to mi.in Daj Spokój, Porozumienie a także znany w całej Polsce TGD - Trzecia Godzina Dnia, którzy sprawili, że plac kościelny zamienił się w miejsce "Chwały Pana", ludzie zamykali oczy, modlili się i chwalili Boga, tak jak tylko potrafili. TGD każdego porwało i zachęciło do wspólnego śpiewania. We wtorek każdy mógł przystąpić do Sakramentu Pojednania, urozmaiceniem był fakt, że wyznanie grzechów nie odbywało się jak to na co dzień jesteśmy przyzwyczajeni w konfesjonale, ale na świeżym powietrzu, siedząc na trawie lub spacerując z kapłanem. \

Było to niesamowite doświadczenie, ludzie ze łzami w oczach opuszczali miejsce spowiedzi, kapłani posiadali wielkie umiejętności empatii a także byli aktywnymi słuchaczami. Wieczorem odbyła się Eucharystia, gdzie każdy, szczęśliwy i wolny mógł zaczerpnąć ze stołu Pańskiego. Czas spędzony w Dębowcu wypełniały również liczne konferencje, o. Rafała Szymkowiaka, o.Piotra Stanisławczyka a także Andrzeja Wronki i ks.Piotra Pawlukiwicza. Wszyscy, którzy kierowali swoje słowo do młodych zostali nagrodzeni salwą braw, za to że w przystępny sposób mówili o rzeczach bardzo często niezrozumiałych dla młodzieży. Całe to Spotkanie odbywało się na świeżym powietrzu, słońce nie oszczędzało uczestników, ale wtedy jedynym ratunkiem była woda. Wspaniała, pyszna, orzeźwiająca woda, która gasiła pragnienie i chroniła Młodych przed odwodnieniem. Dębowiec, to czas na przemyślenie swojego życia, zatrzymanie się na chwilę z Pismem Św., medytacji, porannej Jutrzni, uśmiechu skierowanym do Brata, geście podania dłoni. Chwile spędzone tam są odskocznią od hałasu i tłoku miasta. Na pewno każdy młody człowiek znajdzie tam "coś" dla siebie. Należy się tylko zastanowić ilu ludzi przyjeżdża tam, aby spotkać się z Bogiem, a ilu traktuje pobyt tam jako wakacje…

Trudno powiedzieć, na co się nastawialiśmy przed wyjazdem na tegoroczne XXII Międzynarodowe Saletyńskie Dni Młodych do Dębowca. Byliśmy tam po raz pierwszy i znaliśmy jedynie program, nazwiska księży głoszących konferencje, nazwy zespołów dających wieczorne koncerty. Słuchaliśmy entuzjastycznych relacji tych Strychowiczów, którzy już tam gościli. Modliliśmy się o dobrą pogodę, bo był to czas powodzi w okolicznych miejscowościach. Krótko mówiąc, byliśmy otwarci na nowe doświadczenie spotkania Boga. Dębowiec przywitał nas deszczem i zaskoczył mnogością młodych ludzi gromadzących się wokół swoich opiekunów - księży, ojców, sióstr zakonnych. Budująca jest perspektywa młodzieży głodnej spotkań z Bogiem, spotkań z ludźmi na Jego ścieżkach. Być może część z nich nie zdawała sobie sprawy po co tu tak naprawdę przyjechali, albo jakie są ich oczekiwania i jak Pan Jezus może ich zaskoczyć. Ale to właśnie stanowi element i owoc takich spotkań młodych. Otwierają się im pewne drzwi, może nawet takie, co wciąż były zamknięte w nich samych.

Grup wciąż przybywało, co, wraz z pochmurną pogodą, dezorganizowało początkowy plan działania. Jednak Apostołowie czuwali - jako, że spotkanie rozpoczęło się 29 czerwca, w uroczystość Świętych Piotra i Pawła, spotkaniu dały początek nie przemówienia wstępne czy wspólne zaśpiewy, ale uroczysta Eucharystia. Po niej nawet dojazd do noclegów, nieco skomplikowany w związku z liczbą uczestników sięgającą prawie 2 tysięcy, przebiegł bez większych problemów. Warunki nie były luksusowe, ale nikt nie przyjechał tu dla warunków pięciogwiazdkowego hotelu. Nawet spanie po szkołach, internatach, ćwiczenie cnoty cierpliwości w kolejce do prysznica, bycie wśród kilkudziesięciu nieznanych sobie ludzi, z ich rozmowami i dziwnymi nieraz zwyczajami, miało swój specyficzny urok! W tym roku celem spotkania było odkrycie swojego PIN-u czyli numeru identyfikującego mnie jako ucznia Jezusa, numeru będącego dla nas samych znakiem przypominającym, kim naprawdę jesteśmy. Po kolei odkrywaliśmy jego kolejne cyfry: relacje z rodzicami, szczerość, wolność, cel, miłość. Pierwszym krokiem do jego odkrycia była spowiedź, do której wprowadziła nas konferencja franciszkanina o. Rafała Szymkowiaka. Była to okazja do spowiedzi z całego życia. Prawdą jest, że dla niektórych właśnie spowiedź była najistotniejszym punktem tych pięciu dni. Otwierała na Boga, który przychodził w zaciszu Sanktuarium Matki Bożej Saletyńskiej, w radości i zabawie podczas wieczornych koncertów, tańców i śpiewów. Każdy dzień rozpoczynała Jutrznia - modlitwa poranna z brewiarza, a na koniec śpiewaliśmy Apel Jasnogórski. Myślę, że każdy uczestnik znalazł w Dębowcu coś dla siebie, coś, czego szukał lub co mu przeznaczył Pan. Poruszane w konferencjach problemy i sprawy przemawiały i interesowały młodych, bo ich bezpośrednio dotyczyły, czego świadectwem były liczne pytania do prelegentów. Również czas na rozmowy w grupach owocował wymianą zaskakujących poglądów i myśli zrodzonych podczas słuchania. Ileż niewypowiedzianych myśli, być może niektóre z nich dopiero się kształtują jako owoce tego wyjazdu.

Zdarzały się zachowania czy sytuacje, które powodowały w nas zniechęcenie. Ale były i takie, co przynosiły radość ze wspólnego przebywania i stawały się samą modlitwą. Taką okazją był piątkowy koncert zespołu TGD czy Porozumienia w środę. Zupełnie różne style muzyczne, ale efekt dostrzeżenia Boga ten sam. Pan ma swoje ścieżki i znajduje drogę do człowieka w niespotykanych sytuacjach i na przeróżne sposoby! Nie każdy z nas odnalazł swoje miejsce w Dębowcu, lecz te dni były takie inne. Myślę, że zyskaliśmy nową perspektywę patrzenia na kwestię prawdziwej wiary w człowieku, który zmaga się z troskami i niesie na swoich barkach bagaż kłopotów i niemiłych doświadczeń. Albo wręcz przeciwnie, nie wie, co znaczy cierpieć. I tu i tu wiara potrzebna i pogłębienie relacji z Bogiem priorytetowe. Najważniejsze to umieć dostrzegać Boga w najmniejszych przejawach życia: pod lipami, w skrzącym się słońcu między listowiem, we wspólnym posiłku na trawie, zasłuchaniu i dzieleniu się, w radowaniu i wzruszeniu.

M.M.

powrót