WRZESIEŃ 1939 czyli rzecz o cierpieniu

W tym roku mija 70. rocznica rozpoczęcia przez polski Naród tragicznej drogi przez mękę. Funkcjonujące pomiędzy dwoma wrogimi państwami - niemiecką III Rzeszą i sowiecką Republiką Rad, młode państwo polskie, nie miało szans cieszyć się zbyt długo z wywalczonej w 1918 r. niepodległości. Dumę ze zwycięskich wojen z Ukrainą i bolszewikami, wygranych wielkim wysiłkiem, przesłaniały skutki ciężkiej sytuacji gospodarczej, najpierw z powodu słabości polskiej waluty, później ze względu na światowy kryzys. Zdawano sobie sprawę z zagrożeń, stąd też utrzymywano liczną armię, doposażaną wielkim wysiłkiem finansowym (50 % budżetu państwa w końcu lat 30.!) ale ciągle odbiegającą poziomem technicznym a zwłaszcza ilością sprzętu od obu wrogich armii. Nauka historii w szkołach, dzieje podbojów hitlerowskich Niemiec, przedstawiała jedynie w aspekcie militarnym.

Z perspektywy czasu możemy ocenić tę wojnę i ciąg wywołanych przez nią zdarzeń jako walkę dwóch ideologii o panowanie nad światem. Polacy jako pierwsi stawili zbrojny opór, przez co wskutek swojej postawy ponieśli największe straty personalne, ale także gospodarcze i społeczne - od obu najeźdźców. Po dojściu Hitlera do władzy i obraniu nowego kursu przez Niemcy, dostrzeżono powstanie zagrożenia na zachodniej granicy kraju, ale nie dopuszczano myśli, że Niemcy po doświadczeniu niedawnej klęski, zechcą ponownie rozpętać wojnę. Po objęciu dowództwa przez marsz. Rydza-Śmigłego, podjęto studia nad planem operacyjnym "Zachód". Sztab Generalny w 1936 r. sporządził pierwsze opracowanie tzw. "Studium Niemcy", zweryfikowane po zajęciu przez Niemcy Sudetów, ze względu na przewidywany nowy główny kierunek niemieckiego uderzenia od południowego zachodu - ze Śląska. Aneksja Czech i podporządkowanie sobie Słowacji pogorszyły położenie strategiczne Polski, wywołując silne zagrożenie od południa, nieuwzględniane do tej pory. W marcu 1939 r. Sztab Główny przystąpił pospiesznie do prac nad planem operacyjnym "Zachód".

Dowódcy armii i samodzielnych grup operacyjnych otrzymali teksty zarządzeń wykonawczych, ale tak naprawdę plan nie został do końca opracowany. Przewidywał stoczenie bitwy granicznej, następnie odwrót na linię Wisły, Narwi i Sanu, gdzie miała powstać ostateczna linia obrony, znacznie krótsza w stosunku do linii frontu z pierwszej fazy walk. Wojna obronna Polski miała stworzyć aliantom warunki do przeprowadzenia mobilizacji i uderzenia na Niemcy w 15 dniu wojny. Liczebność wojsk polskich 1 IX 1939 r. wynosiła ok. 950 tys. żołnierzy, 4,3 tys. dział, 870 czołgów i samochodów pancernych. Siły lądowe wspierała brygada lotnictwa bombowego i brygada myśliwska oraz lotnictwo armijne, łącznie 400 samolotów. W ramach przygotowań do wojny z Niemcami, przerzucono polskie dywizje stacjonujące we wschodniej części kraju do regionów wzdłuż granicy niemieckiej, wychodząc z błędnego założenia, że wobec agresji niemieckiej, Sowieci zachowają neutralność. To posunięcie ogołociło praktycznie całe tereny wschodnie z jednostek o wartości bojowej. Nie dostrzeżono zagrożenia wynikłego po 23 sierpnia, związanego z podpisaniem paktu o nieagresji pomiędzy Związkiem Sowieckim a Niemcami. Pakt ten był tym dziwniejszy, że przecież oba totalitarne państwa nie miały wspólnej granicy, skąd więc mogła wynikać możliwość wzajemnej agresji? W rzeczywistości podzielono Polskę w kolejnym już w naszej historii rozbiorze. Hitler otrzymując od Stalina taki prezent, mógł teraz śmiało uderzać na Polskę, wiedząc, że wkroczenie Sowietów jest tylko kwestią dni. W tym czasie oba reżimy miały ze sobą więcej wspólnego niż przedstawiano to w oficjalnej, sowieckiej historiografii po 1941 roku.

OBYWATELE RZECZYPOSPOLITEJ!

Nocy dzisiejszej odwieczny wróg nasz rozpoczął działania zaczepne wobec Państwa Polskiego, co stwierdzam wobec Boga i historii. W tej chwili dziejowej zwracam się do wszystkich obywateli Państwa w głębokim przeświadczeniu, że cały Naród w obronie swojej Wolności, Niepodległości i Honoru, skupi się dookoła Wodza Naczelnego i Sił Zbrojnych oraz da godną odpowiedź napastnikowi jak to się już nieraz działo w historii stosunków polsko niemieckich. Cały Naród Polski, pobłogosławiony przez Boga, w walce o swoją świętą i słuszną sprawę, zjednoczony z Armią, pójdzie ramię przy ramieniu do boju i pełnego zwycięstwa. Warszawa, dnia 1 września 1939

(-) IGNACY MOŚCICKI

Niemcy napadają na Polskę W dniach 1 do 3 września trwała bitwa graniczna z Niemcami. W wyniku dużej przewagi przeciwnika i załamania się obrony na niektórych odcinkach frontu, wojska polskie cofały się na linię Wisły. W obliczu szybkich postępów armii niemieckiej na całej linii frontu, na wschodnie tereny Rzeczypospolitej ewakuowano część jednostek, ośrodków zapasowych jednostek, których miejscami stacjonowania były miasta zajęte przez Niemców, personel urzędów, zakładów produkcyjnych. Ruszyła fala uciekinierów, podsycana umiejętnie przez rozsiewane celowo plotki wywołujące panikę. Zawodziła łączność pomiędzy najwyższym dowództwem a oddziałami walczącymi w polu. Tymczasem wszystkie jednostki operacyjne prowadziły walki z Niemcami, albo znajdowały się w odwrocie. Podczas 36 dni trwania wojny polskoniemieckiej, żołnierze polscy stoczyli 1500 bitew i potyczek, tracąc ok. 70 tysięcy poległych i zmarłych z ran i 460 tysięcy wziętych do niemieckiej niewoli. W trakcie walk, dowództwo ogłosiło ogólne wycofanie ustępujących oddziałów do południowo-wschodniej części kraju celem zorganizowania oporu na tzw. "Przedmościu rumuńskim", które miało zapewnić dostęp Polski do kraju, z którym mieliśmy zawarty pakt o współpracy wojskowej. Obiecywana pomoc sojuszniczej Anglii i Francji mogłaby wtedy być transportowana z portów rumuńskich.

Nóż w plecy

17 IX 1939 r. o godzinie 4.00 rano wojska sowieckie Frontów Białoruskiego i Ukraińskiego w sile ok. 0,5 miliona żołnierzy (w końcu września do 1,5 mln) przekroczyły wschodnie granice Polski, realizując ustalenia paktu Ribbentrop-Mołotow, łamiąc postanowienia paktu o nieagresji (z 25 VII 1932 r.) i umowy wynikające z przynależności do Ligi Narodów. Agresja na Polskę nastąpiła w chwili, gdy toczyła się bitwa nad Bzurą, broniły się Warszawa, Lwów, Modlin oraz Hel a dowództwo wojsk polskich podejmowało próby organizacji obrony na tzw. "Przedmościu rumuńskim", co w tej sytuacji - wobec szybkich postępów wojsk Frontu Ukraińskiego, atakującego teren planowanej obrony, stało się praktycznie niemożliwe. Armia Czerwona w tamtym czasie nie była przygotowana do toczenia wielkich operacji, ale mimo tego przewaga liczebna w ludziach i sprzęcie była przytłaczająca. Stalin zwlekał maksymalnie z wkroczeniem na wschodnie tereny Polski, czekając na to aż armia niemiecka rozbije polską obronę. Obawa o to, że wojska niemieckie zajmą jako pierwsze tereny przeznaczone Rosji i osobista interwencja Hitlera, skłoniły Sowietów do działania. Naprzeciw Frontu Białoruskiego, liczącego 200 tysięcy żołnierzy, wspartych artylerią, 1900 czołgami i samochodami pancernymi a także lotnictwem stanęło 50 tysięcy żołnierzy polskich, w większości nie zorganizowanych w jednostki bojowe i nieuzbrojonych.

Przeciwko 265 tysiącom żołnierzy Frontu Ukraińskiego, wspartych artylerią, 2219 czołgami i samochodami pancernymi a także lotnictwem, mogło stanąć około 350 tysięcy żołnierzy polskich, z tą różnicą, że podobnie jak na północnym odcinku frontu - ponad połowa z nich to byli rezerwiści poszukujący swoich jednostek, rozbitkowie z oddziałów walczących na froncie zachodnim i maruderzy, przeważnie nieuzbrojeni. Próby przebicia się do Rumunii lub na Węgry podejmowane przez większe oddziały kończyły się niepowodzeniem, zwarte jeszcze formacje ulegały rozproszeniu i żołnierze mniejszymi oddziałami i w małych grupach przekraczali granice, dopóki było to możliwe. Straty polskie w wyniku działań wojennych wyniosły ok. 70 tys. poległych, 130 tys. rannych i zaginionych i 620 tys. wziętych do niewoli (w tym 242 tys. do niewoli radzieckiej). Na Węgry przedostało się 40 tys. żołnierzy, do Rumunii 30 tys. żołnierzy, do krajów nadbałtyckich (Litwa i Łotwa) 15 tys. żołnierzy. Straty niemieckie, wg oficjalnych źródeł, wyniosły ok. 45 tys. zabitych, rannych i zaginionych (inne źródła podają liczby nawet trzykrotnie większe). Niemcy ponieśli także duże straty w sprzęcie pancernym i lotnictwie sięgające 1/3 początkowego stanu samolotów i czołgów. Straty Armii Czerwonej - 10 tys. zabitych, rannych i zaginionych.

Krajoraz po bitwie

Los jeńców w niewoli sowieckiej, deportacje ludności cywilnej, pierwsze ofiary ukraińskich nacjonalistów, masakry uchodźców dokonywane przez niemieckie lotnictwo na drogach, pierwsze aresztowania i represje niemieckie, rozstrzeliwanie zakładników, rabunek dóbr narodowych - to obraz tragicznego końca 1939 r. Realizując swoją politykę eksterminacji narodu, obydwaj okupanci (współpracujący ze sobą w tej dziedzinie do czerwca 1941 r.) przystąpili już w 1939 r. do rozprawienia się z inteligencją, przeprowadzali wysiedlenia ludności cywilnej - zarówno Niemcy czynili to wobec Polaków z Wielkopolski, Pomorza, Gdyni, Żywiecczyzny, Zamojszczyzny, jak i Sowieci, którzy w kolejnych czterech wielkich deportacjach i masowych aresztowaniach wywieźli bądź uwięzili ok. 700 tys. polskich obywateli. Kolejne lata przyniosły eskalację represji - obozy zagłady, obozy pracy, więzienia, egzekucje, eksploatację fizyczną i gospodarczą, rabunek. Osobnym zagadnieniem jest planowa zagłada narodu żydowskiego, nazwana "ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej", której szczegóły niemieccy urzędnicy ministerialn i partyjni dopracowali podczas konferencji w Wannsee w styczniu 1942 r., a przeprowadzenie powierzyli SS.

Niezaleczone rany

Nie było praktycznie polskiej rodziny, która nie poniosłaby ofiar. Nie wrócili z wrześniowych dróg uciekinierzy, zginęli bądź zaginęli w trakcie działań wojennych żołnierze, zmarli lub zostali zgładzeni w więzieniach, obozach i miejscach zsyłek ci, którym się nie poszczęściło… Brat mojego dziadka, Franciszek Stach (rocznik 1913), w 1936 r. zdał maturę w Państwowym Seminarium Nauczycielskim Męskim im. Długosza w Nowym Sączu, w latach 1937- 1939 odbywał służbę wojskową w 35 pp w Brześciu n/Bugiem, w stopniu plutonowego z cenzusem. Z końcem sierpnia jednostkę przerzucono w Bory Tucholskie - w pasie działania Armii "Pomorze". Nie powrócił… Powojenne poszukiwania miejsca pochówku nie dały rezultatu. W 1984 r. do babci, przyszedł list z Warszawy, w którym towarzysz broni z września 1939 r., który po latach odnalazł jego przedwojenny adres, pisał o okolicznościach ich rozstania w 3 lub 4 dniu wojny. Wtedy ostatni raz widział, jak rannego podczas forsowania szosy pod niemieckim ogniem, sanitariusze transportowali go na tyły jednostki. "O Tobie nie miałem od tego czasu żadnej informacji. Nie mam pewności czy list ten dotrze do Ciebie kierowany na adres sprzed 45 lat.

Proszę Cię przeto o odezwanie się! Gdyby jednak list ten nie trafił do Twoich rąk - odbiorcę listu proszę uprzejmie o jakąkolwiek informację o losie adresata…" Inny los - brat babci, Bolesław Pierzchała (rocznik 1913). Wyruszył na front z 5 Baonem Telegraficznym, w którym służył od 1937 r. Z tą jednostką przedostał się na tereny, gdzie zagarnęli go Sowieci. Po wojnie zgłosił się świadek, który widział go w Kownie w początkach sowieckiej okupacji. W domu pozostała żona i córka, której nie widział, gdyż urodziła się po jego odejściu na front. Szukały męża i ojca przez PCK, archiwa - bezskutecznie. Żadnych, najmniejszych nawet informacji. Nieżyjący już inż. Zdrojewski z Łodzi, prowadzący prywatną Fundację "Non Omnis Moriar", gromadzącą informacje o osobach represjonowanych na Wschodzie, w roku 2001 odpisał, że najprawdopodobniej został aresztowany na Litwie po 1940 r., osadzony w Wilnie a następnie przewieziony prawdopodobnie do miasta Gorki i tam najprawdopodobniej stracony w 1941 r. Przypuszczenia, przypuszczenia, domysły… Ileż takich losów zgotowano Polakom? A teraz o tych, którzy przeżyli. Mój stryj - Eugeniusz. Jako 16-latek, należący do "Związku Strzeleckiego", z chwilą wybuchu wojny zgłosił się ochotniczo. Pełnił służbę wartowniczą przy chronionych obiektach na terenie miasta - mostach i elektrowni, po czym przy ewakuacji miasta, wraz z ochotnikami z ZS, wymaszerował przez Grybów, Gorlice, Jasło, Sanok, Przemyśl, Sambor do Drohobycza, gdzie w dniach 12-15 września "Strzelcy" pilnowali rafinerii nafty. Kolejno przez Stryj, Stanisławów, a wobec postępów wojsk sowieckich ponownie przez Stryj, dalej Dolinę i Nadwórną przekroczyli granicę węgierską. Przebywał w obozach w Komarom, następnie w Bátorkeszi, gdzie był najmłodszym z internowanych. W lutym 1940 wraz z wyznaczoną grupą uciekł, przedostał się do Budapesztu, skąd po otrzymaniu wiz, pociągami przez Jugosławię i Włochy dojechał do granicy francuskiej skąd przez zbiorczy obóz w Breście dotarł do głównego obozu wojska polskiego w Coëtquidan w Bretanii. Z 1 Dyw. Grenadierów Wielkopolskich, z początkiem czerwca został przerzucony wraz z jednostką na front. W dniach 15-17 czerwca w ciągłych walkach, jego batalion został rozbity. Jako pomocnik celowniczego rkm-u, ranny w rękę podczas walki, został zagarnięty przez niemieckie samochody pancerne, po opatrzeniu odesłany do niewoli, poprzez więzienie w Saarbrücken do stalagu X A - Schleswig. I znowu był najmłodszym jeńcem w obozie. Obóz został wyzwolony przez jednostki brytyjskie 3 maja 1945 r. Po wyzwoleniu, wstąpił do Polskich Sił Zbrojnych i został skierowany do Lippstadt (Westfalia). Działał w kręgu Starszo -Harcerskim ZHP w Niemczech, zdemobilizowany w 1947 r., ukończył Polskie Gimnazjum Ogólnokształcące i powrócił do Obozu Wojskowego w Lippstadt, gdzie przebywał do lutego 1948 r. Po załatwieniu wszelkich niezbędnych formalności, wyjechał do Brukseli i w czerwcu tegoż roku wstąpił do Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie w 1950 ukończył wydział rysunku klasycznego. Z powodu braku pracy w Belgii, w 1952 r. wyjechał do Kanady i w Montrealu kierował pracownią w firmie wystawienniczej do 1971 r., kiedy to powrócił na stałe do Polski. Cała młodość spędzona w obozach - od 1939 do 1948 r., między 16 a 25 rokiem życia… Mój Tato. W roku wybuchu wojny ukończył szkołę powszechną. Z chwilą wprowadzenia "nowych porządków" przez okupanta, musiał pracować, aby nie zostać wywiezionym na roboty do Niemiec.

Praca w "warsztatach kolejowych" Ostbahnu chroniła. Ale pracowano od 6 rano do 18. W roku 1944 zabrany do kopania umocnień w Krynicy, uciekł do domu, tylko cudem uratowany od złapania na krynickim dworcu. W styczniu 1945 r. został ranny od odłamków bomby podczas sowieckiego nalotu na Nowy Sącz. Kilku odłamków nie udało się usunąć i dokuczały mu przez całe życie. Młodość zawłaszczona przez niemiecką machinę wojenną, cierpienie trwające całe lata po zakończeniu wojny… Babcia i dziadek. Ulegając ogólnej wrześniowej psychozie "ucieczki na Wschód", pozostawiając roczne dziecko ze swoimi rodzicami - moją Mamę, przedostali się do Lwowa. Tam babcia zajęła się gotowaniem w jakiejś kuchni dla uchodźców a dziadek kopał rowy i umocnienia miasta. Po wkroczeniu Sowietów, uciekali na zachód, przepłynęli San wpław pod sowieckim ostrzałem i dotarli do Sącza. Kilka osób, które razem z nimi przepływały rzekę, dosięgły kule sowieckich sołdatów, wśród nich i księdza, którego poznali dzień wcześniej. Później była proza okupacyjnego życia, walka o zapewnienie rodzinie warunków do przeżycia, z ciągłym zagrożeniem ze strony nieprzewidywalnego okupanta… Wszystko zaczęło się 1 września 1939 r. Pamiętajmy, kto nam to wszystko przygotował. Ślady wojny są obecne jeszcze do dziś, może nie tak widoczne w materii, ale tkwią nadal głęboko w dziejach naszych rodzin.

Leszek Zakrzewski

powrót