Tajemnice Bolesne:
tajemnica IV Pan Jezus bierze krzyż (Łk 23, 26-32)

Zabrali zatem Jezusa. A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Kaźni, które po hebrajsku nazywa się Golgota (J 19, 16-17). Zgodnie z ówczesnym zwyczajem skazaniec sam musiał donieść swoje narzędzie kaźni na miejsce egzekucji. Pan Jezus musiał być jednak bardzo osłabiony, skoro - jak zauważa św. Łukasz - zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem. Przypomnijmy sobie i my sytuacje z naszego życia, w których byliśmy zaskakiwani koniecznością podjęcia jakiegoś trudu. Co wtedy robiliśmy? Jak broniliśmy się przed podjęciem niechcianego ciężaru? Niekiedy uniknięcie go nie jest możliwe. Tak było w przypadku Szymona. Siła i bezwzględność żołnierzy nie pozwalała nawet na najmniejszy znak sprzeciwu. Cyrenejczyk, choć tylko przymuszony, staje się ważnym wsparciem dla osłabionego Jezusa. Dzięki spotkaniu z Jezusem w życiu Szymona zaszła jakaś istotna zmiana. Ten “przypadek” zmienił postawę Szymona do Jezusa, a imiona jego synów Aleksandra i Rufusa zostały zapisane w Piśmie św. Czy nas nie spotykają podobne “przypadki”? Czy potrafimy porzucić nasze wygodne plany, aby pomóc komuś potrzebującemu?

Dla kogo jesteśmy Cyrenejczykami i kto dla nas bywa Cyrenejczykiem? Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełnicie prawo Chrystusowe - pisze św. Paweł w Liście do Galatów (6, 2). Przypomnijmy sobie tę prawdę, że gotowość do ulżenia bliźniemu w cierpieniu to najbardziej wyrazisty znak miłości chrześcijańskiej. Od początku Kościoła wprawiała ona w podziw zapatrzony w siebie świat pogański. Czy dzisiaj ten znak jest równie czytelny jak przed wiekami? A szło z Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Publiczne egzekucje gromadziły tłumy ludzi. Wśród tłumu były i kobiety, które płakały nad Jezusem. Reakcja Pana Jezusa może wydawać się niezrozumiała. Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade mną; płaczcie raczej nad sobą i nad wyszymi dziećmi! Jezus jeszcze raz zadziwia nas tym, że nawet w obliczu męki potrafi oderwać się od siebie i swojego cierpienia, aby służyć innym. Jego słowa skierowane do kobiet są bowiem jeszcze jednym proroctwem, zapowiadającym zburzenie Jerozolimy przez cesarza rzymskiego Tytutsa w 70 roku. Jezus nie chce, aby litowano się nad Nim tylko jako nad cierpiącym, torturowanym człowiekiem. Chce, aby w Jego męce dostrzeżono tajemnicę nieprawości człowieka i świata, która skazała Jezusa na ten rodzaj męki odkupieńczej. Sama emocjonalność (łzy, wzruszenie) jest czymś jałowym i pustym, jeżeli nie idzie za tym głęboka refleksja nad własnym życiem zwróconym ku nawróceniu.

Przyprowadzono też dwóch innych - złoczyńców, aby ich z Nim stracić. Jezus nie był jedynym skazańcem przeznaczonym na śmierć tego dnia. Jezus szedł na śmierć dobrowolnie z miłości, oni - przymuszeni do zapłaty za zło, które wyrządzili. On był sprawiedliwy, oni grzesznikami, a nawet zbrodniarzami. Jezus Mesjasz policzony między złoczyńców... Niesienia krzyża stało się odtąd symbolem całej drogi życiowej chrześcijanina. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Nie każde cierpienie, jakie spada na człowieka, można nazwać krzyżem. Niekiedy jest ono efektem własnej głupoty i zagubienia. W zależności od etapu drogi duchowego wzrostu, na którym jesteśmy, nasz krzyż zmienia swój kształt i ciężar. Krzyżem, który nierzadko przypada w udziale chrześcijanom, są cierpienia niezawinione dzieci i dorosłych z powodu grzechów ich rodziców. Inna sytuacja cierpienia niezawinionego to nierzetelność lekarza, prawnika, urzędnika, czy pijanego kierowcy; którzy okaleczają w taki czy inny sposób niewinnego człowieka. Idąc śladami Chrystusa dźwigającego krzyż z pewnością doświadczamy Jego pomocy i opieki. Idąc tylko tymi śladami dojdziemy do celu naszego życia, którym jest wieczna szczęśliwość w Królestwie Chrystusa. Tylko w ten sposób możemy spotkać się z tymi, którzy poprzedzili nas do niebiańskiej Ojczyzny ...

Opracował o. Wojciech Łokieć SJ

powrót