Parafialne świętowanie

Okres Bożego Narodzenia jest pełen radości i bardzo wyczekiwany. Uważany za czas świętowania rodzinnego, eksponuje rodzinę właśnie. Tę najważniejszą, która z Nazaretu przywędrowała do Betlejem. I tę w której żyjemy. Naszą rodzinę. W pojęciu "rodziny" mieści się dziś jednak dużo więcej treści. Także wspólnota parafialna coraz częściej traktowana jest jak bliska rodzina.

Rodzina parafialna przy naszym kościele, popularnie zwanym "kolejowym", ma wiele odcieni. Nikomu nie trzeba uświadamiać, jaką rolę, od zawsze, pełnią tu Ojcowie Jezuici. Są duszpasterzami, spowiednikami. Ich duchowość kształtuje duchowość tutejszej wspólnoty. Jak orzekł jeden z parafian, zapytany o współpracę ojców z mieszkańcami: "Sztuka polega na tym, że czasem trzeba podeprzeć energicznie, a czasem po prostu stanąć z boku i pozwolić na samodzielność, by ludzie mogli działać i rozwijać się". Wizerunek rodzinny tworzą też grupy modlitewne, duszpasterstwa. Różne są sposoby posługiwania. Całoroczna praca widoczna jest w rozmaitych akcjach i ciekawych wydarzeniach oraz codziennej, systematycznej pracy formacyjnej. Piszemy o tym równie systematycznie i konsekwentnie na łamach "Bethanii".

Rodzina, ta prawdziwa, to wyłącznie ludzie. Parafianie. Tworzący wspólnotę na niedzielnych Eucharystiach. Odwiedzający kościół w wieczory czwartkowe, na zwyczajowej już adoracji Najświętszego Sakramentu. W grupach śpiewający majową Litanię przy licznych kapliczkach. Uczestnicy procesji w Boże Ciało i ci, którzy w październiku razem odmawiają Różaniec. Mówimy o tych wydarzeniach - "zwykłe życie parafii". Ale to zwykłość, codzienność właśnie tworzy rodzinę i ją scala.

Czas Bożego Narodzenia to okazja do specjalnego świętowania dla parafialnej rodziny. I oczywiście pojawiły się takie specjalne okazje. Pierwszą z nich był Noworoczny Koncert Kolęd, 5 stycznia, nowego już roku, w wykonaniu Chóru im. Jana Pawła II, pod batutą, zasłużonego dla parafii pana organisty, Stanisława Wolaka. Na to wyjątkowe widowisko zaprosił wszystkich organizator, ojciec proboszcz Stanisław Jopek Chór jest dobrze znany parafianom od wielu lat i ma swoje stałe miejsce w tworzeniu rodzimego, niepowtarzalnego klimatu świąt. Jednak po raz kolejny zostaliśmy zaskoczeni kolędowo - pastorałkowym repertuarem, w którym na przemian brzmiał góralski temperament i liryczna, ciepła nuta zamyślenia. Piękna koncertowej fabuły dopełniła Joanna Albrzykowska - Clifford, absolwentka Akademii Muzycznej w Tilburgu (Holandia), córka państwa Krystyny i Jana Albrzykowskich, obdarzonych równie pięknymi głosami, zasłużonych solistów naszego chóru. Drugim solistą koncertu był Tomasz Wolak, muzyk, kompozytor i … miłośnik Skaldów. Pewnie dlatego, oprócz klasycznego repertuaru kolęd, zabrzmiały również świąteczne piosenki Skaldów właśnie, a także utwory Zbigniewa Preisnera, oraz wyjątkowa perełka, "Wstańcie pastuszkowie" pastorałka w kompozycji i aranżacji pana Stanisława Wolaka. Urokliwy klimat wydarzenia udzielił się widzom, zgromadzonym w kościele.

Wykonania utworów nagradzane były gromkimi brawami. Oczywiste stało się, że chór będzie musiał bisować. "To naprawdę miłe i wyjątkowe spotkanie" - komentowała jedna z parafianek, po wyjściu z koncertu. "Nasz chór po prostu pięknie śpiewa", dodała inna. "Od lat słucham naszego chóru, uśmiechał się starszy pan, i nigdy jeszcze się nie zawiodłem. Prosimy częściej". Rodzinnej atmosfery dopełnił bardzo ciepły obrazek. Po koncercie, z kościoła zaczęli wychodzić sami chórzyści. W większości przypadków oczekiwały ich rodziny. Były pocałunki, gratulacje, okrzyki: "… mamusiu, a ja cię widziałem…". Rodziny razem opuszczały plac kościelny. No, i czy to nie rodzinne święto ? Drugim etapem świętowania był Opłatek Parafialny, który odbył się w sali widowiskowej 6 stycznia. Ojciec Stanisław Jopek, w imieniu swoim i współbraci, zaprosił na niego wszystkie osoby współpracujące z parafią w rozmaitych dziedzinach i na różne sposoby. Gośćmi wyjątkowymi byli darczyńcy i sponsorzy, od wielu lat niezmiennie wspierający działania parafii.

Pojawiły się Siostry Służebniczki oraz przedstawiciele wszystkich wspólnot, miedzy innymi Magis Plus, Domowego Kościoła, Filadelfii, przedstawiciele Chóru im. Jana Pawła II oraz członkowie Rad Parafialnych. Nie zabrakło przedstawicieli dawnej elity muzycznej oraz opiekunów chórków dziecięcych. Obecna była również zasłużona ekipa Caritas parafialnej. Byli też dobroczyńcy domu zakonnego, kościoła i Caritas: p. Janiszowie, p. Damasiewicz, Panie Prezes Banku Spółdzielczego, p. Mikołajczykowie, p. Oraczowie, p. Złoccy, p. Podkanowiczowie, p. Natkańcowie. Nie sposób wymienić wszystkich dobroczyńców, bo tak ich wielu.

O oprawę muzyczną zadbała kapela "Ciupaga" z Łącka. Gromko zagrzmiały góralskie głosy, skrzypce czarowały podhalańskimi kwintami, piszczałka przywodziła na myśl tatrzańskie hale i pienińskie łąki. Oryginalne cymbały nadawały specyficzny charakter temu kolędowaniu. Był też bogato zastawiony stół świąteczny. Autorami pięknie ozdobionych i smacznie pachnących półmisków byli kucharze pracujący w restauracji "Pod wierzbą" .

Gościem wieczoru była również pani Wiceprezydent Miasta Nowego Sącza, Bożena Jawor, od dziecka związana z parafią kolejową. Pani Wiceprezydent zgodziła się na kilka słów dla Bethanii.

Bethania: Jest Pani rodowita parafianką. Jakie są wspomnienia z dzieciństwa przy kościele kolejowym?

Bożena Jawor: Pamiętam, że bardzo szybko uczyłam się wierszyków. Pozostał mi w pamięci obraz wydarzenia, gdy jako mała dziewczynka mówiłam w kościele wiersz przy okazji jednej z uroczystości parafialnych. Patrzyłam na ludzi z wysokości balasek, na których postawiła mnie mama. To było dla dziecka duże przeżycie.

Bethania: Jak wyglądała wówczas formacja młodzieży przy parafii?

Bożena Jawor: Nie było duszpasterstw w dzisiejszym znaczeniu. Była schola prowadzona przez ojca Kempkę. Byli ministranci. Były spotkania, wycieczki. Tu zawsze się coś działo. Nie było tak pięknych sal duszpasterstwa jak te, przy których stoimy. Był zwykły barak, w którym spotykaliśmy się. Ale ten duch, raz pozyskany, pozostał.

Bethania: Jakie jest Pani zdanie na temat naszej parafii dzisiaj? Ma Pani być może porównanie z innymi parafiami?

Bożena Jawor: Każda parafia ma swój wyjątkowy obraz. Jezuici w Rynku to teraz szkolnictwo, Bazylika, to matka wszystkich parafii. Kiedyś Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa była wrośnięta w pewne środowisko, kolejarskie. To kolejarze tworzyli te parafię, to oni robili tu remonty, tu pracowali. Byli ludźmi bogatymi duchem. Ufundowali dzwony. Ja to pamiętam, bo będąc w ówczesnej scholi, roznosiłam wraz z koleżankami zaproszenia na te uroczystość. Dziś to środowisko już nie istnieje w takiej wyrazistości, ale aktywność ludzi pozostała.

Bethania: Zapytam jeszcze o specyficzną duchowość ojców jezuitów. W jaki stopniu była ona dla Pani ważna?

Bożena Jawor: Jest bardzo ważna. Dawne wycieczki koleżankami ze scholki i opiekunem. W Tatry, w Beskidy. Wspólne wyprawy na borówki. Ale przede wszystkim wspólna modlitwa, Msza św. Ja to przeżywałam tutaj. Co ciekawe, w szkole nigdy, żaden jezuita nie uczył mnie religii. Zatem całe kształtowanie duchowe dostałam tu właśnie. To właśnie ta specyfika. Kontynuowałam ten kontakt potem w duszpasterstwie w Opolu. W dzisiejszym Ksawerianum. Przywiązanie do duchowości zostało na całe lata.

Bethania: Czy mogę zapytać na koniec, jak pani ocenia naszą gazetę, Bethanię"?:

Bożeną Jawor: Jest to bardzo dobre pismo parafialne. Czytam je zawsze w całości. Są tu sprawy wyłącznie parafialne ale ogarnia ono swą tematyką sprawy szersze, ogólnokościelne. Bardzo ciekawy jest cykl o ulicach. Łączy w sobie wiedzę historyczną i ciekawostki bliskie parafianom, mieszkającym tu od lat. Dobrą robotą jest też prezentacja nowych księży. Widzę nową twarz i z Bethanii dowiaduję się, kim on jest, co planuje. Po prostu dobra robota.

Bethania: Serdecznie dziękuje. Wieczór opłatkowy powoli dobiegał końca. Uśmiechy na twarzach, serdeczne pożegnania świadczyły o dobrym samopoczuciu i udanej zabawie. Było naprawdę rodzinnie. Więc dobrego roku. Kolejnego razem.

 

powrót