Dlaczego lubimy jezuitów?

O Piotrze Faberze, nowym świętym Kościoła

Od 17 grudnia 2013 r. mamy nowego świętego w Kościele. Zakony zwykle czynią wiele starań, by ich ojciec założyciel został wyniesiony na ołtarze. Jezuici cierpią raczej na "klęskę urodzaju". Piotr Faber to czwarty święty założyciel Towarzystwa Jezusowego. Mamy już Ignacego z Loyoli, Franciszka Ksawerego i Franciszka Borgiasza. Pierwszy z nich to hiszpański rycerz i mistyk, drugi (również Hiszpan) został misjonarzem na antypodach, trzeci wywodził się z arystokratycznego rodu Borgiów okrytego złą sławą. Borgiasz złożył godność książęcą, by wstąpić do jezuitów (był wicekrólem Katalonii). Piotr pochodził z zasobnej, ale chłopskiej rodziny. Cztery różne osobowości, odmienne historie życia. Wszyscy w pewnym momencie doznali głębokiego nawrócenia, w którym niemałą rolę odegrały Ćwiczenia duchowne ułożone przez Ignacego pod wpływem mistycznego doświadczenia. Ćwiczenia te od pięciu wieków odprawiane są w Kościele, dziś znane pod nazwą rekolekcji ignacjańskich. Zawsze udzielane były nie tylko duchownym, ale i świeckim. Mówiąc o świętych jezuitach trudno nie wspomnieć dwóch Polaków - św. Stanisława Kostki i św. Andrzeja Boboli. Litania do Wszystkich Świętych i Błogosławionych Towarzystwa Jezusowego liczy w sumie dwadzieścia pięć nazwisk. I aż się nie chce wierzyć, że na całym świecie świętych i błogosławionych jezuitów jest około 200. Wrażliwy i zdolny

Piotr Faber (Favre) urodził się w 1506 roku w Villaret w Sabaudii, w malowniczej miejscowości u podnóża Alp. Górski krajobraz rodzinnej okolicy na zawsze zapisze się w jego pamięci. Delikatne, wrażliwe chłopskie dziecko przeżywa swoje pierwsze duchowe uniesienia kontemplując Boga w naturze. Rodziców stać było na zapewnienie mu wykształcenia, a chłopiec okazał się bardzo zdolny. Kształcony był najpierw przez dwóch księży, a w 1525 roku rozpoczął studia na Sorbonie. W Paryżu spotkał Franciszka Ksawerego oraz Ignacego z Loyoli. Był to moment graniczny w jego życiu. Żarliwa dziecięca wiara poddana została licznym wątpliwościom. Piotr nie wiedział, czy ma się ożenić, złożyć śluby, a może zostać księdzem, lub prostym bratem? Wtedy właśnie Ignacy poprosił Piotra o pomoc w nauce. Był starszy o 15 lat od większości studentów i musiał uzupełnić braki. Młodszy kolega podjął się zadania chętnie. Niedługo potem ujmująca życzliwość Ignacego skłoniła Piotra do zwierzeń. Faber nękany niepewnością i lękiem znalazł się pod wpływem Loyoli, doświadczonego i obdarzonego łaską pomagania duszom. Faber napisze później: "pomógł mi zrozumieć moje sumienie, pokusy i skrupuły, których doświadczałem od dłuższego czasu, nic nie pojmując i nie znajdując drogi pokoju."

Przyjaciele w najlepszym "towarzystwie"

Takie były początki przyjaźni dwóch przyszłych świętych i założycieli Towarzystwa Jezusowego. To właśnie Piotr Faber kilka lat później, 15 sierpnia 1534 roku, odprawi Mszę św. w kaplicy Montmartre w Paryżu, podczas której Ignacy i jego pierwsi towarzysze złożyli śluby czystości i ubóstwa. W 1540 roku papież Paweł III zatwierdził regułę zakonu Towarzystwa Jezusowego.

Jezuita

Piotr Faber został wykładow cą Pisma św. na Uniwersytecie La Sapienza w Rzymie, głosił słowo Boże, udzielał Ćwiczeń duchownych, opraco wanych przez św. Ignacego, stając się ce nionym kierownikiem duchowym. Miał głęboką cześć dla Najświętszej Maryi Panny i często pozdrawiał Aniołów, polecając im sprawy, które miał załatwić. Życzeniem papieża było, by wziął udział w obradach soboru trydenckiego, ale niestety już nie zdążył. Zmarł pierwszego sierpnia 1546 roku w Rzymie, przeżywszy czterdzieści lat.

Zwykła uprzejmość i niezwykłe owoce

Co dziś może mieć do powiedzenia światu ten szesnastowieczny święty? Wbrew pozorom bardzo wiele. Mnie osobiście ujmuje jego delikatność i dobroć, jaką okazywał wierzącym i tym stojącym po drugiej stronie barykady - innowiercom. Marzy mi się, by takiego właśnie kapłana słuchać na kazaniach i spotykać w konfesjonale. W czasach, kiedy wydaje nam się, że głównym zadaniem Kościoła jest obrona wartości, Piotr Faber pokazuje, że wartościami trzeba po prostu żyć. Kiedy szerzyła się reformacja, Ignacy wysyła Fabera z delikatnymi misjami na dwory niemieckich książąt oraz do Hiszpanii i Portugalii. Wielu protestantów ujęła uprzejmość i zwyczajna ludzka życzliwość jezuity. I to jest, myślę, istota chrześcijaństwa - żyć tak, by przekonać innych, również tych niewierzących, wątpiących i zbuntowanych. Ćwiczenia duchowne św. Ignacego rozpoczynają się przestrogą, "by z góry założyć, że każdy dobry chrześcijanin powinien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego, niż do jej potępienia.

A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go, jak ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością…" (CD 22). Piotr Faber, który był najlepszym specjalistą od Ćwiczeń, potrafił tę zasadę stosować w relacjach z innymi. Osobowość Fabera, przeniknięta Bogiem, sprawiała, że garnęli się do niego wszyscy- ludzie prości i wykształceni, ubodzy i ci, należący do wyższych sfer. Gdziekolwiek przybywał, nie brakowało chętnych, którzy chcieli, by z nimi rozmawiał. Jego działalność przynosiła wiele konkretnych owoców. W krajach ogarniętych reformacją zakładał jezuickie kolegia, a jezuici stali się głównym narzędziem kontrreformacji. Faber spowiadał, udzielał rad, dawał Ćwiczenia duchowne. Te, wydawałoby się, najprostsze środki były najbardziej skuteczne, ponieważ ludzie widzieli u tego kapłana wielkie pragnienie świętości, pokój i czystość serca. Papież Franciszek powiedział o nim, że najbardziej przemawia do niego jego: "Dialog ze wszystkimi ludźmi, nawet z najbardziej zagorzałymi przeciwnikami; prosta pobożność i swego rodzaju naiwność; dyspozycyjność nieznosząca zwłoki oraz fakt, że w sposób stanowczy potrafił podejmować ważne i radykalne decyzje, a jednocześnie potrafił być bardzo łagodny, łagodny…" . Kanonizacja świętego jest dla nas wezwaniem do tego, by być wdzięcznymi Bogu. Ale również by odszukać w sobie pragnienie świętości. Myślę, że jest to również szczególne zobowiązanie dla duchowych braci Piotra Fabera oraz tylu innych świętych i błogosławionych Towarzystwa Jezusowego. Mając takich poprzedników jezuitom po prostu nie wypada pozostawać w tyle.

Agata SEKUŁA

powrót