Obieżyświat, który spotkał Boga

Jaś - ośmioletni urwis - z zapartym tchem przysłuchiwał się opowieściom nieznajomego, który zatrzymał się w ich chłopskiej chałupie na noc. Matka krzątała się w domu, ojciec przysiadł przy stole i słuchał z synem opowieści o wyprawach portugalskich żeglarzy do Nowego Świata. W Montemoro Novo nie słyszano jeszcze o odkryciu nowych lądów po drugiej stronie oceanu. Ludzie żyli tu ubogo, myśląc o tym, jak przetrwać kolejny dzień. Jaś nie mógł spać całą noc. Marzył o wyprawie w nieznane, dzikich ludach i ich nieprzebranych skarbach. Nie zamierzał jak ojciec paść owiec! Czuł, że to jego jedyna okazja, by przeżyć wielką przygodę. Spakował mały węzełek i, nie mówiąc nikomu ani słowa, ruszył rankiem w ślad za nieznajomym. Do Hiszpanii!

Na spotkanie przygody!

Jakież było zdziwienie wędrowca, gdy odkrył towarzystwo małego spiskowca. Nie miał zamiaru nadkładać drogi i odprowadzać go do domu. Porzucił chłopca w hiszpańskim Oropresa, zostawiając go rodzinie hrabiowskiego rządcy, Franciszka Mayorala. Mały Jan pomagał mu, pasąc owce. Przybrana rodzina pokochała chłopca i dbała o jego rozwój duchowy. Młody zapaleniec po 14 latach porzucił również przybranych rodziców i zaciągnął się do wojska. Właśnie Karol V Habsburg ogłosił wojnę z Francją. Żołnierka odpowiadała jego niespokojnej naturze. Zapomniał o swoim wychowaniu i uczuciach religijnych. Zdziczał. Stał się brutalny. Oddawał się rozpuście. Został na koniec wyrzucony z wojska za niedopilnowanie zagrabionych łupów.

W poszukiwaniu domu

Po 30 latach wrócił do rodzinnej wioski. Nie zastał swoich bliskich. Matka załamana jego zniknięciem zmarła po kilku miesiącach od jego ucieczki. Ojciec po stracie żony i syna wstąpił do zakonu franciszkanów. Jan znów wyruszył w drogę. W okolicach Gibraltaru spotkał portugalskiego szlachcica wygnanego z żoną i czterema synami na Ceutę w Afryce. Ponieważ sam był w rozpaczliwej sytuacji, zgodził się zostać ich służącym. Gdy jego nowy pan stracił resztę majątku, Jan najmował się do pracy przy miejskich umocnieniach, by utrzymać całą rodzinę. Przypadkowo napotkany spowiednik udzielił mu zbawiennej rady - Wracaj, chłopcze, do Hiszpanii. Dla własnego dobra.

Bóg wkracza do akcji

Tak zaczęły się powoli prostować dziwne ścieżki życia Jana Cidade. W Grenadzie otworzył mały sklepik z książkami. Być może tu by się ustatkował, osiągnął małą stabilizację. Być może. Jednak pewnego dnia wstąpił do kościoła, gdzie późniejszy święty, Jan z Awili wygłaszał kazanie. Słowa hiszpańskiego kaznodziei wstrząsnęły nim do głębi. Jeszcze tego samego dnia rozdał biednym swoje książki i inne wartościowe przedmioty. Głośno wzywał miłosierdzia Bożego i żałował za grzechy. Tarzał się po ziemi i rwał włosy z głowy. Ludzie, myśląc, że zwariował, biegli za nim i obrzucali go błotem. W końcu ulitowali się i odprowadzili go do zakładu dla obłąkanych. Zamknięto go tam na siedem miesięcy. Z całą pewnością było to najtrudniejsze doświadczenie w jego życiu. Z przerażeniem oglądał dantejskie sceny, jakie rozgrywały się w domu dla umysłowo chorych. Poniżenie chorych, brutalność i obojętność opiekunów wstrząsnęły nim. Starał się chronić współtowarzyszy niedoli. Przejęty głęboką litością dla biedniejszych i bardziej nieszczęśliwych od siebie doświadczał działania łaski. Po wielu latach marzeń o odkryciach, podróżach i przygodach, zobaczył, że największą tajemnicą, jaką warto poznać, jest drugi człowiek.

Nowy cel życia

Pozostawił za sobą dom ro dzin- ny i dwa inne - przybrane. Teraz postanowił stworzyć własny - dom dla niechcianych rozbitków życiowych, chorych i obłąkanych ludzi. Znalazł dobroczyńców, dzięki którym mógł wynająć dom z 46 łóżkami. Codziennie wychodził z wielkim koszem na plecach i zbierał jałmużnę dla swych podopiecznych. Powoli ludzie przestali go brać za wariata, zjawili się donatorzy, pielęgniarki i lekarze, którzy pomagali mu opiekować się chorymi. Jan mógł rozszerzyć działalność i otworzył schronisko dla bezdomnych. Biskup Tuy nadał mu przydomek "Jan Boży". Tak powstawał zakon "miłosiernych braci" (bonifratrzy), który papież Pius V zatwierdził w 1578 roku i nadał mu regułę augustiańską.

Pierwsi towarzysze

Jednym z pierwszych towarzyszy Jana był Antoni Martin. Pochodził z zamożnej rodziny. Szukając sprawiedliwości, doprowadził do uwięzienia i skazania na śmierć zabójcy brata. Po spotkaniu Jana Bożego przebaczył winowajcy i poświęcił się służbie ubogim w szpitalu. Zabójcy, Piotrowi Velasco, darowano życie. Gdy został wypuszczony z więzienia, resztę swojego życia oddał biedakom i chorym. I tak początek słynnemu zakonowi dało 3 ludzi - nawrócony obieżyświat, skruszony morderca i niedoszły mściciel, który porzucił rodzinną wendettę. Czym byłoby chrześcijaństwo bez cnót, które uosabiają ci trzej? Jaki byłby świat bez ludzkiej skłonności do refleksji i nawrócenia? Bez przebaczenia? Bez pokuty za wyrządzone zło? Bóg ulepił człowieka z gliny, ale gdy się ta glina skruszy lub rozbije, potrafi z pozostałych resztek znów stworzyć arcydzieło. Gdybyśmy kierowali się ludzką logiką i sądzili ludzką miarą, Jan pozostałby lichym księgarzem, Antoni doczekałby się pomsty, a Piotr trafiłby na stryczek. W Wielkim Poście te trzy postacie pokazują nam nowy horyzont, który sięga daleko poza nasze widzenie świata. Dotknięcie Boga - to zmienia człowieka do głębi. Otwiera na życie, jakie warto przeżyć. Jan odnalazł sens życia w miłości i dobru dawanym innym. Zachęcał - bądźcie dla siebie dobrzy nawzajem. Był niestrudzony dla "swoich" chorych. Pielęgnował ich i karmił. Naraził życie, wynosząc ich z płonącego szpitala. Miał zwyczaj obmywać każdego żebraka, który trafiał do jego domu. Pewnego dnia na stopach jednego z nędzarzy dostrzegł stygmaty męki Chrystusa. Zobaczył również poświatę wokół głowy biedaka i usłyszał słowa: "Janie, cokolwiek dobrego czynisz ubogim i chorym, Mnie samemu czynisz". Zaraz potem widzenie znikło. - Gdybyście pamiętali o Bożym miłosierdziu, nie ustawalibyście w czynieniu dobra - powtarzał często. -

Narodziny dla nieba

Zmarł 8 marca 1555 roku w Granadzie w swoje 55 urodziny. Znaleziono go kilka godzin po śmierci. Umarł na modlitwie przed krucyfiksem, na kolanach. Jak żył, tak umarł. Na jego pogrzeb przybyły tłumy ludzi, trumnę nieśli przedstawiciele szlachetnych rodów, ale z największym żalem żegnali go jego podopieczni. O jego kanonizację zabiegał między innymi król Jan III Sobieski, ponieważ Jan Boży walczył z nim w tej samej wojnie - z Turkami pod Wiedniem. Beatyfikował go 21 września 1630 roku papież Urban VIII, kanonizował 16 października 1690 papież Aleksander VIII. Jan Boży jest patronem Granady, chorych, pielęgniarzy, umierających, księgarzy, introligatorów, strażaków. Wzywany bywa w zagrożeniu chorobami i alkoholizmem.

Bonifratrzy w Polsce

Do Polski bonifratrzy zostali sprowadzeni w XVIII wieku i zajmowali się głównie obłąkanymi. Po wyzdrowieniu króla Zygmunta III, którego w chorobie doglądał o. Gabriel Ferrara OH, Walerian Montelupi wraz z kilkoma mieszkańcami Krakowa założył szpital dla bonifratrów na 12 łóżek, ofiarując im na ten cel swoją kamienicę przy ul. św. Jana. Do szpitala dobudowano kościółek p.w. św. Urszuli. Nową fundację zatwierdził biskup krakowski Piotr Tylicki. Bonifratrzy zyskali sławę troskliwych opiekunów chorych i skutecznych lekarzy. Powstanie tego zakonu przypomina o największym przymiocie Boga - miłosierdziu. Jan stał się człowiekiem prawdziwie Bożym, kiedy doświadczył przebaczenia i dostrzegł obok siebie tych, którzy potrzebowali jego ofiarności i dobroci.

 

powrót