Bóg dotrzymuje słowa

Jakiś czas temu, obydwoje z mężem zostaliśmy bez pracy. Wiecie, że wtedy różne myśli przychodzą do głowy - myśli, które dręczą i nie pozwalają znaleźć ukojenia. Wtedy właśnie częściej niż zwykle sięgam po Pismo Święte. Tak było i teraz. Zastanawiałam się, czy mój mąż nie powinien wyjechać za granicę, żeby podreperować budżet. Ale, że nie mogłam już myśleć, sięgnęłam po Słowo Pana, mając ogromną chęć na nakarmienie się którąś z Ewangelii. Jednak kilka razy usilnie chciałam otworzyć Ewangelię i nie mogłam…Biblia sama, raz po raz, otwierała się na Księdze Koheleta rozdz.4; werset 9-12. Nie szukałam dłużej, zaczęłam czytać: "Lepiej jest dwom niż jednemu, gdyż mają dobry zysk ze swej pracy. Bo gdy upadną, jeden podniesie drugiego. Lecz samotnemu biada, gdy upadnie, a nie ma drugiego, który by go podniósł. Również, gdy dwóch śpi razem, nawzajem się grzeją; jeden natomiast jakże się zagrzeje. A jeśli napadnie ich jeden, to dwóch przeciwko niemu stanie". Była to ewidentnie odpowiedź Pana na moje rozterki, gdyż już kiedyś byliśmy osobno i był to czas ogromnej tęsknoty. Po to dwoje ludzi opuszcza swoich rodziców, żeby dalsze troski i radości dzielić razem... Czytałam dalej i teraz Pan odesłał mnie do Ewangelii Św. Mateusza 6 i 7, gdzie Pan mówi: "Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, zanim jeszcze Go poprosicie", bądź "Dlatego powiadam wam: nie martwcie się o swoje życie, o to co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie?...Kto z was, martwiąc się może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? …Nie martwcie się zatem i nie mówcie: co będziemy jedli, co będziemy pili? Czym będziemy się przyodziewali?

Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie… Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem, każdy kto prosi, otrzymuje; kto szuka znajduje; a kołaczącemu otworzą… Jeśli więc wy choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą…". Po tych słowach wiedziałam już, że jakkolwiek będzie, będziemy tu razem. W czwartek poszłam na adorację Najświętszego Sakramentu. Oddałam mojego męża Panu na samym początku, a później już tylko chciałam adorować i uwielbiać Jezusa…i tak było. Pod koniec adoracji prowadząca powiedziała, żeby wyciszyć się i posłuchać, bo teraz Pan chce nam coś powiedzieć… Słuchałam, jednak nie bardzo wierzyłam, że coś usłyszę, jednak Pan powiedział: Paweł ma pracę - wystarczyło. Wiem, że Pan nie rzuca słów na wiatr, czego obieca - dotrzymuje. To ja jestem niecierpliwa, chciałabym od razu. Zapominam, że dla Boga nie ma miejsca, ani czasu, i że On wie, co dla mnie najlepsze. Później były nasze Rekolekcje MAGIS PLUS w Lubaszowej, na które myślałam na początku, że mój mąż nie pojedzie. Jednak Pan tak pokierował, że byliśmy na nich razem.

Chwała Mu za to! Na naszej pierwszej Mszy, w piątek wieczorem, bardzo chciałam się wyciszyć, zapomnieć o troskach codziennych, przeprosić Pana za wszystkie grzechy. Zamyśliłam się i wtedy w wyobraźni zobaczyłam jak Pan Jezus ochrzcił mnie (zmył wszystkie moje grzechy) w rzece Jordan. Kojarzycie zapewne taki obraz jak Jan Chrzciciel polewa głowy ludzi wodą z rzeki… właśnie w takiej sytuacji siebie zobaczyłam. Poczułam wtedy ogromny spokój w sercu. Moje dzieci, bliskich zostawiłam w Sączu, a rekolekcje w intencji mojego męża powierzyłam Bogu. W sobotę rano udaliśmy się do kaplicy na medytację o Jonaszu. Była to medytacja prowadzona. Ojciec Mirek powoli opowiadał historię Jonasza, a ja miałam sobie wyobrażać wszystkie sceny… W którymś momencie o. Mirek powiedział, żebym spotkała się z Jonaszem. Gdy zaczęłam wyobrażać sobie Jonasza, zobaczyłam, że jest nim mój mąż. W mojej wyobraźni spotkaliśmy się na pustyni, obok był Pan Jezus, który nie pozwolił mi na rozmowę z mężem, tylko nakazał modlić się za Niego i pobłogosławić Go znakiem krzyża na czole, co też uczyniłam.

Później Pan powiedział mi, że gadanie nic nie da, żebym popatrzyła w swoje serce, w swoje życie, żebym zmiany zaczęła od siebie… A w południe konferencja o. Pawła. Przybliżył nam on postać Hioba, który wbrew innym potrafi przyjąć od Pana i to, co dobre i to, co złe - i to tylko dlatego, że zesłał mu to Jego Pan. Ja też chcę być jak Hiob, podążać za moim Bogiem w pokorze, wypełniając Jego wolę… W niedzielę rano kolejna medytacja, tym razem o pokoju Bożym, o którym pisał św. Paweł, że Owocem Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, dobroć, życzliwość, wierność, łagodność, opanowanie… I na tej medytacji Pan pokazał mi, że mam - naprawdę mam - Jego pokój w sobie. Te zawirowania, które się we mnie dzieją, związane są tylko z chwilową sytuacją życiową, którą trzeba zmienić, i też powinnam to zrobić sama, nie patrzeć, nie "zwalać" na drugą osobę. Dziękuję, że mogłam być na TYCH REKOLEKCJACH, spotkać się z Wami, czerpać z Waszej radości i doświadczeń i uczyć się od Was. Chwała Panu, że mnie kiedyś wybrał, powołał, że zechciał zmienić moje życie! Kocham Cię Jezu!

Daga

powrót