JENIECKIE WIGILIE czyli rzecz o tęsknocie

Podczas 36 dni trwania Wojny Obronnej 1939 roku, żołnierze polscy stoczyli 1500 bitew i potyczek z Niemcami, tracąc ok. 70 tysięcy poległych i zmarłych z ran, 130 tys. rannych i zaginionych, 460 tysięcy jeńców wziętych do niewoli niemieckiej oraz 242 tys. do niewoli sowieckiej. Na Węgry przedostało się 40 tys. żołnierzy, do Rumunii 30 tys. żołnierzy, do krajów nadbałtyckich (Litwa i Łotwa) 15 tys. żołnierzy. Zdecydowana większość z nich została internowana w obozach. Z miejsc internowania trwała cicha ewakuacja żołnierzy do miejsc formowania się polskiej armii. Zbliżały się pierwsze, okupacyjne Święta Bożego Narodzenia.

JEŃCY POLSCY W SOWIECKIEJ NIEWOLI

Wkraczające oddziały Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej, wykorzystując zamieszanie powstałe na wschodnich kresach Rzeczypospolitej, zagarniały do niewoli kolejne oddziały wojska, policji, KOP-u, a także osoby cywilne, aresztowane we własnych mieszkaniach i na ulicach, które również włączano do statystyki "jeńców" polskich. Po przeprowadzonej w listopadzie i grudniu 1939 r. rejestracji oficerów rezerwy i emerytowanych, prokuratorów, sędziów i policjantów, aresztowano dodatkowo ok. 6.000 osób. Zdarzały się rozstrzeliwania zatrzymanych jeńców i ludności cywilnej. Zorganizowano sieć punktów przekazywania jeńców (pod nadzór NKWD), sieć obozów przejściowych dla jeńców polskich - w dawnych koszarach, więzieniach, dużych budynkach użyteczności publicznej. Niektóre z obozów przejściowych funkcjonowały następnie jako obozy stałe aż do czerwca 1941 r. Z obozów przejściowych, jeńców kierowano do obozów rozdzielczych w Putywlu (w pasie działania Frontu Ukraińskiego) i Kozielsku (w pasie działania Frontu Białoruskiego), a po 19 września jeszcze w Ostaszkowie, Starobielsku, Juży, Pawliszczew Borze, Orankach, Kozielszczyźnie i Griazowcu. W październiku 1939 r. dokonano operacji przenoszenia i grupowania jeńców, według następującego klucza: jeńców pochodzących z terenów zajętych przez Niemców - zgromadzono w obozach w Kozielsku i Putywlu, generałów, oficerów wyższych rangą i pracowników państwowych - przeniesiono do obozu w Starobielsku, wywiadowców, kontrwywiadowców, policjantów, żołnierzy KOP, funkcjonariuszy służby więziennej i żandarmerii - przeniesiono do Ostaszkowa. Jeńców narodowości białoruskiej, ukraińskiej i żydowskiej, pochodzących z terenów zajętych przez Sowiety - zwolniono do domów. Wzięto do niewoli lub aresztowano 49 generałów służby czynnej i w stanie spoczynku. Spośród nich tylko 10 przeżyło. W obozach warunki bytowe były bardzo różne - w zależności od usytuowania obozu, jego wyposażenia i traktowania przez strażników. Generalnie panował głód. Władze sowieckie nie były przygotowane na taką ilość jeńców. Do tego dochodziło pogardliwe a także i brutalne traktowanie przez nadzór.

W punktach wymiany jeńców pod Jagodzinem i na moście w Brześciu nad Bugiem, w październiku i listopadzie 1939 r. Sowieci przekazali Niemcom ponad 43.000 jeńców (oficerów nie przekazywano), a Niemcy oddali sowietom ok. 14.000 żołnierzy pochodzących głównie ze wschodnich terenów Polski. Jeńcy polscy zgromadzeni w obozach na wschodnich terenach Polski, byli zatrudniani przy budowie dróg, linii kolejowych, lotnisk, w kamieniołomach. Takich obozów, pomiędzy wrześniem 1939 r. a czerwcem 1941 r. było 90 w dawnych polskich województwach na wschodzie kraju. Na terenach ukraińskiej SRR zorganizowano 27 obozów (jeńcy byli wykorzystani przy budowie dróg i lotnisk) a w głębi Związku Sowieckiego 22 (tam jeńców wykorzystywano do budowy linii kolejowych, lotnisk, w kopalniach węgla i przy wyrębie lasów). Obóz w Kozielsku, położonym na linii kolejowej Smoleńsk- Tuła, na południowy wschód od Smoleńska, zajmował zabudowania klasztoru eremitów i pobliskiej pustelni. Jeńcy w Starobielsku, mieście powiatowym na południowy wschód od Charkowa, byli umieszczeni w dwu cerkwiach i kilku barakach, a generałowie i pułkownicy zajmowali wydzielone domy w pobliskim miasteczku, ogrodzone drutem kolczastym, z zamalowanymi do połowy oknami. Obóz w Ostaszkowie mieścił się na wyspie (Pustelnia Świętego Niła) na jeziorze Seliger, w zabudowaniach klasztornych. Przebywający tam jeńcy nie byli zatrudniani przy żadnych pracach.

JEŃCY POLSCY W NIEMIECKIEJ NIEWOLI

Podczas II wojny Niemcy utworzyli sieć około 12 tys. obozów i więzień zarówno na terenie własnego kraju jak i krajów podbitych. Do niewoli wzięli około 18 mln osób z 30 krajów. Część z nich była jeńcami wojennymi, osadzonymi w różnych obozach koncentracyjnych, bądź w specjalnych obozach jenieckich. W skład systemu obozów wchodziły obozy jenieckie (Kriegsgefangenenlager - "Kgf-Lager") - frontowe (Frontstalag), przejściowe (Dulag), dla oficerów (Oflag), dla podoficerów i szeregowych (Stalag), dla podoficerów i szeregowych lotnictwa (Stalag-Luft), dla marynarzy (Marlag), dla marynarzy marynarki handlowej (Milag). Obozy podlegały 16-tu okręgowym dowództwom obozów jenieckich. Niektóre większe obozy dzielono na obozy główne (Hauptlager) i podobozy (Nebenlager, Zweiglager). Obozy nosiły numerację składającą się z numeru okręgu militarnego, w którym się znajdowały i litery alfabetu oznaczającej kolejność założenia obozu w danym okręgu oraz nazwy miejscowości. Na obecnym terytorium Polski 41 stalagów i 11 oflagów zorganizowano w okręgach: I ("Prusy Wschodnie"; Königsberg - Królewiec), II ("Pomorze i Meklemburgia"; Stettin - Szczecin), III ("Brandenburgia"; Berlin), VIII ("Śląsk i Kraj Sudecki"; Breslau - Wrocław), XX ("Wolne Miasto Gdańsk, Korytarz Polski, zachodnie Prusy Wschodnie"; Danzig - Gdańsk), XXI ("Zachodnia Polska"; Posen - Poznań) oraz na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Oczywiście polscy jeńcy byli rozlokowani także w obozach na terenie Rzeszy, Austrii i innych miejscach. Szeregowcy i podoficerowie mogli być zatrudniani, natomiast oficerów nie można było wykorzystywać do prac. Ponadto zgodnie z konwencją genewską z 1929 r. oficerom wypłacano żołd, za który mogli kupować książki, nuty, czasopisma, instrumenty muzyczne, przybory do pisania i do golenia, piwo i papierosy a także owoce. Wszystko oczywiście według określonych limitów.

OFLAG II C WOLDENBERG

Kapitan Józef Kuropieska, oficer operacyjny Grupy Operacyjnej "Bielsko", który w bitwie pod Tomaszowem Lubelskim i Rawą ruską dostał się do niemieckiej niewoli wspominał w swojej książce "Obozowe refleksje. Oflag II C" pierwsze święta po otrzymaniu paczki od przyjaciół: … ku zdziwieniu Niemców, w paczce oprócz wędzonki i suchych kiełbas była jeszcze pokaźnych rozmiarów butelka koniaku, którą po chwili wahania wręczyli mi z racji zbliżających się Świąt. Zresztą Niemcy tego dnia wydali również po flaszce zupełnie przyzwoitego reńskiego wina na głowę. Nic dziwnego, że wielu przebywających głównie na diecie jabłkowej rzetelnie się zamroczyło. Oczywiście w każdej kompanii była choinka. Postarano się także o opłatki. W naszym budynku koszarowym na każdym piętrze osobiście składał życzenia pułkownik Misiąg.

OBÓZ INTERNOWANYCH POŁĄGA - LITWA

Wspomnienia z obozu dla internowanych w Połądze na Litwie, ogłosił po latach w londyńskim "Tygodniku Polskim" Zbigniew Racięski z 5ppLeg: Obchodziliśmy je po polsku, z łezką i tęsknotą, ale pogodnie i razem. W salonach nadbrzeżnych restauracji i lokali rozrywkowych stanęły szeregi żołnierzy wg przynależności służbowej: piechota, artyleria, KOP, straż graniczna… Najstarszy w obozie oficer polski, nieznany mi zresztą z nazwiska pułkownik, przechodził od bloku do bloku łamiąc się opłatkiem i - jak mówił - w imieniu Naczelnego Wodza gen. Sikorskiego - składał nam życzenia. Towarzyszący mu litewski komendant obozu, major Miecevičius starał się zachowywać maskę kamiennej obojętności, ale gdy z piersi żołnierskich huknęło: "Bóg się rodzi!" coś się w nim jakby przełamało. "Podnieś rękę Boże dziecię" śpiewał już z nami. Zapytany skąd zna polskie kolędy odpowiedział niezłą polszczyzną: "Ja człowiek starszy i pamiętam, jak my za carskich czasów polskie pieśni w kościołach śpiewali". Potem, pod choinkami zasiedliśmy do stołów, suto zastawionych. Litwini dali nam na ten dzień podwójne i podprawione racje, ale przede wszystkim pamiętali o nas rodacy: lokalne polskie rodziny, z całej świętej Żmudzi, od Szaweł do Taurogów, z Telsz, Kiejdan i sienkiewiczowskiej Laudy, a nawet z Kowna i Poniewieża, spłynął na nasz obóz deszcz podarunków (…). A także moc listów, pisanych często nieporadnie przez ludzi, którzy polskie słowo znali tylko z pieśni kościelnych i książek modlitewnych. Poszliśmy naturalnie na pasterkę, odprawioną przez polskiego księdza, z polskimi kolędami. Licznie uczestniczący w nabożeństwie Litwini, po wyjściu z kościoła składali naszym żołnierzom życzenia i zapraszali do siebie.

KOZIELSK

Jakże inaczej było w obozie w Kozielsku. Wspomina Stanisław Swianiewicz - jeden z garstki, którzy przeżyli, jedyny, który widział wyładunek oficerów na stacji w Gniezdowie obok lasu śmierci w Katyniu: ponieważ wszelkie wspólne modlitwy były surowo zakazane, nabożeństwa nabierały charakteru katakumbowego. Księża odprawiali msze święte w różnych zakamarkach starych cerkwi, lub nawet gdzieś w suterynach, a potem rozdawano komunię świętą w postaci chleba pszenicznego, pochodzącego z racji obozowych. We wszystkich też blokach był zachowany zwyczaj wieczornej modlitwy, odprawianej w postaci trzyminutowej ciszy. Gdy około godziny dziewiątej wieczorem z jakiegoś ciemnego kąta lub z chóru cerkwi, przerobionej na barak więzienny, rozbrzmiewał władczy głos: "Zarządzam trzyminutową ciszę", zamierały wszystkie rozmowy i ustawał wszelki ruch. (…) W dzień wigilijny 1939 roku aresztowano i wywieziono wszystkich księży, zarówno rzymskokatolickich jak prawosławnych i protestanckich. Jedynym wyjątkiem był ks. major Ziółkowski, który właśnie w tym czasie siedział w "karcerze" z powodu tego, że został przyłapany na odprawianiu nabożeństwa. Widocznie o nim po prostu zapomniano, gdy otrzymano rozkaz, aby pośpiesznie zorganizować transport duchownych przebywających w obozie. Należy przypuszczać, że wszyscy zostali zamordowani, z wyjątkiem ks. Kantaka, którego wysegregowano po drodze podobno dlatego, że był obywatelem gdańskim. (…)

Fakt, że właśnie okres świąt Bożego Narodzenia wybrano dla rozprawy z księżmi, miał znaczenie symboliczne i sprawił przygnębiające wrażenie na jeńcach kozielskich. Gdy potem w łagrach sowieckich spotykałem zakonników rosyjskich, którzy twierdzili, że szatan rządzi Rosją i że na czele władz sowieckich stoją ludzie, którzy są w specjalnej służbie szatana, nie traktowałem tego jako nonsensu, lecz przypomniałem sobie to, co twierdzili wielcy pisarze i myśliciele rosyjscy… (…) Na podkreślenie zasługuje fakt, że likwidacja księży w okresie świąt Bożego Narodzenia 1939 roku miała miejsce nie tylko w Kozielsku, lecz również w Starobielsku, jak o tym opowiadali ci, co przeżyli Starobielsk. Ile jeszcze takich tęsknych Wigilii z dala od bliskich spędzili polscy jeńcy wojenni na obcej ziemi? Ilu z nich przeżyło koszmar wojennej tułaczki, a ilu poległo w walkach na wszystkich frontach? Ilu zabito w imię realizacji planów czerwonej rewolucji? Pozostali w pamięci najbliższych, zostały listy i kartki z obozów, po innych pozostały tylko guziki. Zaiste smutne były te okupacyjne Święta.

Leszek Zakrzewski

powrót