Pocztówka z Zambii

20 grudnia 2009 r. Chikuni, Zambia Parafia Św. Ignacego w Lusace poprosiła mnie, aby zrobić nagłośnienie na koncercie charytatywnym. Koncert miał sie odbyć w sobotę i niedzielę wieczorem. Akustyka kościoła fatalna - wysoki sufit, echo odbija sie kilkadziesiąt razy nim dotrze do ucha słuchacza. Prawdziwa kakofonia. Tak sie zastanawiałem, czy ludzie rozumieją coś z kazań głoszonych tam. W sobotę poszło nam dość dobrze, choć postanowiliśmy, że zrobimy pewne zmiany do następnego wieczoru. Poproszono mnie, żebym odprawił Mszę św. w niedzielę o 11.00. Jak przyszedłem do zakrystii i zacząłem przymierzać komżę, ze zgrozą odkryłem, że z mojego prawego buta wygląda duży palec. Poprosiłem zakrystianina, żeby dał mi najdłuższą komżę, jaką ma. Niestety nie znaleźliśmy nic większego. Wyszedłem wiec w tym, co miałem ze świadomością, że z buta wygląda palec. Chowałem się więc za ołtarzem jak mogłem, siedząc na krześle starałem sie schować buta za nogą, prawie przewróciłem stołek. Na kazaniu wybrałem miejsce strategiczne, żeby jak najmniej być widocznym. Z rozdawaniem komunii św. było trochę problemu, bo ludzie z powagi dla Najświętszego Sakramentu patrzą w dół i zauważyłem, że wielu nagle odchodziło od ołtarza dość uradowanych.

Muszę tutaj wyjaśnić, że ta parafia jest dość specjalna. Przychodzą do niej w większości ludzie bogaci, biznesmeni, pracownicy ambasad. Moj but u nas w Chikuni nie wzbudziłby najmniejszego zdziwienia, ale w stolicy i w St. Ignatius, to był występ prawie cyrkowy. Niestety, miałem przed sobą jeszcze niedzielę wieczorem. Po ostatniej wieczornej Mszy św. w niedzielę, szybko rozłożyliśmy sprzęt i wszystko poszło dobrze, do chwili, gdy po koncercie przedstawiano tych, którzy się do niego przyczynili. Musiałem wejść na scenę, a przede mną nuncjusz i czterech ambasadorów: USA, Niemiec, Francji i Irlandii. Jakoś wydawało mi się, że każdy patrzy i podziwia mojego palca wystającego z buta. Tak sobie pomyślałem, że dostałem nowe dwie pary butów w paczce od przyjaciół z Nowego Sącza, ale jakoś wymyśliłem, że jeszcze poczekam, doniszczę stare buty. Po tym koncercie pojechałem na swoje rekolekcje i moim odkryciem było to, żeby żyć bardziej "DZISIAJ". Bóg mówi o sobie "JA JESTEM", nie byłem, będę, ale JESTEM. Jak żyjemy w TERAZ, to zanurzamy się w Bogu.

To co było, może nas nauczyć, żeby nie popełniać błędów, ale często wyniszcza nas brakiem przebaczenia, rozpamiętywaniem, itp. Jak znów myślimy tylko o przyszłości, nie żyjemy teraz, ale w przyszłości, która może być iluzją. A swoją drogą to ciekawe, że wszystko, nawet dziurawy but może być przedmiotem naszej refleksji, która zbliża nas do Boga. Pozdrawiam wszystkich Czytelników Bethanii, dziękuję Wam za nowe buty i wiele innych rzeczy, które dzięki Waszej hojności dostaliśmy. Dziękuję za Waszą modlitwę i pamięć o misjonarzach w Chikuni.

Wasz w Panu Andrzej Leśniara SI

Od Redakcji: W grudniu i pierwszych dniach stycznia do Chikuni dotarły dwie paczki z Nowego Sącza. Dziękujemy wszystkim ofiarodawcom. Jednocześnie informujemy, że datki w dalszym ciągu można składać na ręce księdza proboszcza Józefa Bireckiego.

powrót