Pocztówka z Zambii

Chikuni, 5 marca 2007 r. Godzina siódma trzydzieści. Wszyscy z zespołu rekolekcyjnego już są. Każdy z małym tobołkiem. Przyszli przed czasem, więc zapraszam ich na herbatę (czarna polska) i kromkę chleba (z polskim pasztetem). Pakujemy nasze pomoce rekolekcyjne i wyruszamy. Pan Daka proponuje, żeby się zatrzymać przy jego domu, bo przygotował dla nas napoje.

Zespół rekolekcyjny

Podczas jazdy nawiązuje się rozmowa o przebaczeniu. Słyszymy niesamowitą historię jednego z członków grupy, o tym jak był niesłusznie posądzony o sprzedanie dziewczynki na ofiarę do pogańskich rytuałów. Dziecko zniknęło z wioski. Był już niemal zlinczowany, a jego dom prawie podpalono, kiedy dziewczynka znalazła się u rodziny w Lusace. Dwa tygodnie przed tym wydarzeniem, ta sama rodzina, będąc w potrzebie, poprosiła, żeby zorganizował transport do szpitala. Zapłacił nawet za paliwo. Dlaczego go posądzili? Po takiej przysłudze trudno to zrozumieć! Po całym incydencie nigdy go nie przeprosili, ale on wybaczył im i normalnie z nimi rozmawia. Są przecież sąsiadami, jak mówi. Wszyscy milczymy oniemiali, bo to wspaniale świadectwo przebaczenia.

Miejsce modlitwy

Kiedy dojeżdżamy na miejsce, otwieram Biblię i sprawdzam czytania na dzisiejszą Mszę św. - Mt 5:43-48. Aż mi dech zapiera, bo to potwierdzenie tego, co właśnie słyszeliśmy w samochodzie. Przygotowujemy "malende" (tradycyjne sanktuarium), aby podkreślić, że jest to miejsce modlitwy. Malende to w kulturze zabijskiej tradycyjne miejsce modlitwy. Trzeba tu być cicho, nie wolno łamać gałęzi i ścinać trawy. Tutaj w szczególny sposób jest obecny BÓG. Przychodzi się tutaj, żeby modlić się o deszcz albo w innych trudnych sprawach. Ale tylko we wspólnocie.

Medytacja ignacjańska po afrykańsku

Pierwsze wprowadzenie do medytacji jest o miłości Boga. Bóg jako dawca, obraz Boga jaki mamy, nasze początki, wolność, wybory i ich konsekwencje. Nasze istnienie w Bogu. To tematy, które proponuję do przemyślenia na modlitwie. Wszyscy trwają w skupieniu, pracują indywidualnie, rozmyślając nad fragmentem listu do Kolosan. Od czasu do czasu nawiązuje się dialog. Ludzie rozchodzą się do różnych zakątków. Zaszywają się pod drzewami, siadają na kamieniach. Nikt nie rozmawia, czasem słychać tylko malutkie dzieci. Tak medytują przez 30 minut. Dzieci są zbierane w osobnej grupie i opowiadają o tym, co zrozumiały. Zadają też pytania, co świadczy o tym, że słuchały uważnie. Prawdy biblijne przekładane są na język, jaki one mogą zrozumieć. Zgrzytliwy hałas wywołany przez uderzenia w kawał żelastwa, które służy za nasz kościelny dzwon, przywołuje wszystkich z powrotem do kaplicy. Następne wprowadzenie do medytacji jest oparte na liście naszego biskupa: "Zarzuć sieci na głębie". Wskazuje on, że Jezus potrzebuje naśladowców w konkretnych sytuacjach. Trzeba być apostołem w swojej wiosce, w rodzinie. Stawiamy pytanie o misję chrześcijanina, podejmujemy temat zjednoczenia na Eucharystii. Wiodący tekst dla naszej medytacji opowiada o żebraku, siedzącym przy drodze, któremu Jezus mówi: Wstań i idź (Mk 10:46-52). Znów rozchodzimy się na indywidualną modlitwę. Jest teraz nawet ciszej, bo zbiera się na burzę.

W duchu miłości

Po medytacji mamy przerwę na krótki odpoczynek. Przeżywamy prawdziwe rozmnożenie chleba: każdy wyciąga coś z zanadrza i dzieli się tym, co przyniósł. A to gotowaną kukurydzą, a to podsmażoną na ogniu, bananem, owocem glawy. Moje kromki z pasztecikiem wzbudzają zachwyt konsumentów. Najadamy się do syta, a mnie zamykają się oczy i chętnie bym się przespał. Ale już słychać nasz "dzwon" na następne wprowadzenie do medytacji. Zaczyna kropić i blacha na dachu wydaje tak grzmiący stukot, że trudno jest cokolwiek usłyszeć. No, ale po chwili deszcz ustaje, jakby wiedział, że mamy przecież do zrealizowania program.

powrót