Nr 3 (112) MARZEC 2007
"Okaż mi Boże miłosierdzie swoje, Według litości Serca Jezusowego. Usłysz wzdychania i prośby moje, I łzy serca skruszonego. O wszechmocy, zawsze miłosierny Boże, Twa litość nigdy nie wyczerpana, Choć nędza moja wielka jak morze, Mam ufność zupełną w miłosierdziu Pana." (Św. Faustyna, Dzienniczek)

Na Wielki Post
"Ponieważ dzieła odkupienia ludzi i doskonałego uwielbienia Boga Chrystus dokonał przez paschalne misterium swojej błogosławionej Męki, przez które umierając zniweczył naszą śmierć i zmartwychwstając przywrócił nam życie, święte Triduum Męki i Zmartwychwstania Pańskiego jaśnieje jako szczyt roku liturgicznego. Takie znaczenie, jakie niedziela ma w tygodniu, uroczystość Wielkanocy ma w roku liturgicznym. Paschalne Triduum Męki i Zmartwychwstania Pańskiego rozpoczyna się od wieczornej Mszy Wieczerzy Pańskiej, ma swoje centrum w Wigilii Paschalnej i kończy się Nieszporami Niedzieli Zmartwychwstania." Tak mówi jeden z dokumentów Kościoła - Ogólne Normy Roku Liturgicznego i Kalendarza. Poświęćmy zatem nieco uwagi temu szczególnemu czasowi. Być może niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że Triduum Paschalne w kalendarzu liturgicznym wydzielone jest jako osobny okres, tak jak adwent, wielki post, okres zwykły. Jest on ze wszystkich najkrótszy (ledwie kilkadziesiąt godzin) - ale za to najważniejszy. Obchody i liturgia Triduum rozwijały się powoli. Pierwotny Kościół nie akcentował dorocznego wspomnienia Paschy Chrystusa. Dopiero później świętowano Noc Paschalną, a św. Augustyn wspomina o trzech dniach: śmierci Pana, odpoczynku w grobie i zmartwychwstania. Od IX w. obchody rozpoczynano od Wielkiego Czwartku. Reformy papieża Piusa XII i soborowe Vaticanum II ustaliły obecny przebieg i kształt Świąt Paschalnych. W czasie tych trzech dni czcimy jedną Tajemnicę: Paschę Jezusa Chrystusa. Mimo, iż trzy różne uroczystości, ale ich sens jest jeden i ten sam. Paschą Chrystusa była zarówno Wieczerza - ofiara bezkrwawa, ofiarowanie siebie na pokarm, jak i śmierć na krzyżu - oddanie życia. Bo Jezus, "umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował", dał im nowe przykazanie, aby się wzajemnie miłowali, jak On ich umiłował i sam urzeczywistnił tę miłość - miłość największą, bo jak powiedział: "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich". A Pascha oznacza przejście - ze śmierci do życia, więc po ofierze musi nastąpić zmartwychwstanie.

Właśnie TRIDUUM PASCHALNE to misterium obchodzimy jako jedną "Uroczystość uroczystości". Krzyża i zmartwychwstania, śmierci i życia nie da się od siebie oddzielić. Tę wewnętrzną jedność ukazuje nawet przebieg liturgii Triduum. Wiemy, że każdą mszę św. rozpoczyna i kończy znak krzyża - a w liturgii świętych dni? Znak krzyża czynimy na początku Mszy wielkoczwartkowej, kończymy ją przeniesieniem hostii do Ciemnicy - nie ma błogosławieństwa. W Wielki Piątek kapłan obchód rozpoczyna padając na twarz, kończy procesją do Kaplicy Grobu. Liturgia Wigilii Paschalnej również opuszcza na początku znak krzyża. Czynimy go dopiero przy błogosławieństwie po procesji rezurekcyjnej. Jest to więc jedna celebracja "wielkiej tajemnicy wiary". Czas Triduum jest diametralnie różny od innych dni w roku. W Wielki Czwartek tylko jedna msza. W Wielki Piątek nie ma mszy w ogóle - jedynie Liturgia Męki Pańskiej. W Wielką Sobotę wyłącznie odmawia się brewiarz. Wigilia Paschalna jest hybrydą obrzędów i symboli. Również przepisy liturgiczne dostosowują swój ton do niezwykłości czasu: są nadzwyczaj drobiazgowe i kategoryczne. Szereg rzeczy ma miejsce tylko raz w roku, właśnie w tych dniach. W zasadzie wszystko w te dni jest inne, niezwykłe i wyjątkowe.

Jeden z liturgistów nazwał liturgię Triduum Paschalnego "kosmosem symboli". Wszystko, co słyszymy, widzimy, w czym uczestniczymy w te dni, ma głęboki sens, nie jest przypadkowe, wyraźniej akcentuje Tajemnicę Zbawienia. Zbadajmy ten "kosmos symboli". Wieczorna Msza Wieczerzy Pańskiej (Coena Domini) w Wielki Czwartek, sprawowana w okolicach zachodu słońca, zgodnie z żydowską rachubą czasu należy już do następnego dnia - w ten sposób ofiara eucharystyczna i Ofiara Krzyża dokonuje się w ten sam dzień - Wielki Piątek. Po "Gloria" milkną organy i dzwony - zapada cisza. Ma ona pomóc nam w skupieniu wejść głębiej w sens sprawowanej pamiątki - milczenie pozwala przemówić naszemu sercu, a w nim usłyszeć możemy głos Boga. Procesja z darami ofiarnymi przypomina nam, że sprawowana ofiara nie należy jedynie do kapłana - jest ofiarą całego Ludu Bożego.

Przeniesienie Najświętszego Sakramentu i obnażenie ołtarza przypomina nam, że klękamy nie przed obrazem, figurą, ale przed Bogiem, tam gdzie On przebywa, zmusza nas do szukania (niejako dosłownie) Boga, do zerwania z wiarą "na pamięć", a powrotem do wiary świadomej. Liturgia Męki Pańskiej, taka prosta, odarta z przepychu, kieruje nasz wzrok i nasze myśli ku Golgocie, stojącym na niej krzyżu i zawieszonym na nim Barankowi. Musimy przed tym Cudem paść na kolana, jeszcze raz go rozważyć, uczcić zwycięskie Drzewo Życia, polecić mu cały świat i wszystkich ludzi, a wreszcie zaprosić do swego serca, by w nas samych mógł umrzeć i zmartwychwstać. Wielka Sobota nakazuje nam ciszę - nastał czas, gdy zabrano nam pana młodego. Ale nie możemy zapomnieć, że powróci - my jesteśmy w tej lepszej sytuacji niż Apostołowie 2000 lat temu: my wierzymy i wiemy, że Jezus zmartwychwstał. Tu z sukursem przychodzi nam zwyczaj święcenia pokarmów - oczekując chwili radosnej przygotowujemy świąteczną radość. Aż wreszcie zapada zmrok - zaczyna się Wielka Noc. Otacza nas ciemność, ale już po chwili rozjaśnia ją płomień - "Światło Chrystusa". Ta Jasność prowadzi nas przez całą historię zbawienia: od pierwszego do drugiego Adama.

Obmywa nas nowa woda - ta zapowiadana przez potop, ta płynąca w Jordanie, ta wypływająca z boku Jezusa. Wreszcie otaczamy stół eucharystyczny: rozumiemy sens stołu z Wieczernika, stołu Golgoty i pożywamy z tego stołu wiecznej Paschy. I tę wzrastającą w nas radość ogłaszamy wszystkim: Alleluja - Jezus żyje! W tym ogromie treści, wielu ważnych chwil, mnogości znaków i symboli musimy umieć odnaleźć i głęboko przeżyć te najważniejsze, wyrażające sens naszego uczestnictwa. W Wielki Czwartek musimy zdać sobie sprawę, że to my jesteśmy Nowym Izraelem, który teraz, w tę Noc Paschalną, zostaje wyzwolony z niewoli, jak Mojżesz i Naród Wybrany w ziemi egipskiej, że barankiem paschalnym stanie się Boży Baranek, że Jego Krew pokropi odrzwia i progi naszych serc, że biodra nasze musza być przepasane - co jest znakiem czuwania oraz, że "dzień ten będzie dla was dniem pamiętnym (…) po wszystkie pokolenia w tym dniu świętować będziecie na zawsze". Musimy podjąć wezwanie do miłości, tej oczyszczającej, obmywającej, tej niecofającej się przed umywaniem nóg i gotowej na ofiarę z samego siebie. Musimy tego dnia jak najpełniej uczestniczyć w ofierze eucharystycznej, którą wszyscy razem składamy i na której karmimy się pokarmem na wieczność.

W Wielki Piątek musimy na tyle wsłuchać się w głos przemawiającego w ciszy serca, by padając na początku liturgii na kolana wiedzieć, że teraz to nie my mamy mówić, teraz przemawia z wysokości krzyża pokonany i triumfujący, zabity i żyjący Król Królów. Musimy zobaczyć przed swymi oczyma "nieludzko oszpeconego" Sługę Jahwe i osłupieć, jak wielu, na jego widok - bo Męka Pańska to nie oleodruk, to nie spektakl, to rzeczywista, heroiczna ofiara. Czy ja umiem naśladować Mistrza? Gdy staniemy już u stóp krzyża musimy swoją modlitwą wprowadzić w rozpięte ramiona Zbawiciela wszystkich ludzi i cały świat. Potem musimy Chrystusowi podziękować, ale również bez słów, bo cóż powiemy? Jak pisał Staff: "Uwielbiam, Panie, twe przebite ręce, uwielbiam stopy twe przedziurawione". Klęknij, schyl głowę, ucałuj. Musimy pamiętać, że Jezus, mimo iż umarł, wciąż żyje - i tego żyjącego Chrystusa przyjmijmy do serca. A potem musimy czekać - jakiż to wymowny symbol dla naszych szalonych czasów: po wypełnieniu rytuałów wielkopiątkowych, wiedząc, że Jezus zwyciężył śmierć, moglibyśmy to już ogłosić, ale musimy czekać - lekcja pokory i podkreślenie, że Panem wszystkiego jest Jezus. Wreszcie przychodzi Noc paschalna - stapia w sobie wszystkie symbole minionych dni, wstrzymuje czas i oczarowuje nas cudem Zbawienia. Ciemności grzechu, noc śmierci rozprasza "Światło Chrystusa" - blask życia wiecznego.

Do światła dołącza głos - słyszymy jeden z najpiękniejszych hymnów Kościoła: "Exsultet". Wyjaśnia nam on sens i znaczenie tej Nocy. Padają w nim również głęboko poruszające i niezmiernie ważne słowa: "Tej właśnie nocy Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani. Nic by nam przecież nie przyszło z daru życia, gdybyśmy nie zostali odkupieni. O, jak przedziwna łaskawość Twej dobroci dla nas! O, jak niepojęta jest Twoja miłość: aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna. O, zaiste konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa! O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!" I zaraz liturgia przypomina nam, jak od początku Bóg prowadził swe dzieci do tajemnicy tej Nocy. Zaznacza również potęgę chrztu - by otrzymać nowe życie, woda musi nas obmyć z grzechów i wyzwolić z niewoli śmierci. Wracamy wreszcie do źródeł wiary - źródeł chrzcielnych.

Chcemy jakby jeszcze raz zacząć nasze życie w Bogu i z Bogiem - odradzamy się do nowego życia, które daje nam zmartwychwstały Chrystus. Dokonało się nasze przejście - nasza Pascha. Biją dzwony, brzmią organy, rozbłyskują światła, rozlega się radosne: Alleluja! Uroczysta ofiara Nowego Baranka i Nowego Izraela - ofiara eucharystyczna - zdaje się być wypełnieniem słów Jezusa z Wieczernika: "…aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna". Pełni radości, wreszcie możemy wyjść z Wieczernika, wyjść z Ciemnicy i z Grobu, zejść z pustej Golgoty i "iść na cały świat", i głosić: Jezus żyje! Surrexit Christus! Tych kilka chwil nie może umknąć naszej uwadze, one są sednem liturgii, ich odprawienie pozwoli nam w pełni zrozumieć, a nade wszystko przeżyć wspomnienie Paschy Pana. A w ich wyłowieniu powinna pomóc nam jeszcze jedna rzeczywistość Triduum, na którą chcę na końcu zwrócić uwagę - milczenie.

Milczymy składając Najświętszy Sakrament w Ciemnicy, padając na twarz w Wielki Piątek, w trakcie śpiewania Pasji - po słowach o skonie Jezusa, po każdej intencji modlitwy powszechnej, w trakcie ukazania i adoracji krzyża, udając się na zewnątrz, by poświecić ogień, pomiędzy wszystkimi modlitwami, śpiewami. Milczenie odsłania głębię, pozwala się skupić i daje szansę, by wielkanocny okrzyk nie zlał się z innymi pokrzykiwaniami, lecz wydobywał się z wyciszonego wnętrza, z głębi serca. Ja osobiście cały rok żyję oczekiwaniem na te kilkanaście godzin Triduum. Od Środy Popielcowej krok po kroku zbliżam się do tego Misterium. Są to dla mnie chwile nieporównywalne z żadnymi innymi. Nie wyobrażam sobie roku bez tych dni. Liturgia paschalna, jak mało co, zawsze mnie szczerze wzrusza. Stanowi punkt odniesienia dla wszystkich innych dni. Chciałbym, żeby każdy mógł jak najgłębiej i jak najowocniej przeżywać święta Wielkiej Nocy. I niech to będą moje życzenia świąteczne.

Jakub M. Bulzak .

 

powrót