Pomoc misjom

Drodzy Czytelnicy Bethanii

Dobiegający końca adwent i koniec roku zmuszają do refleksji i rachunku sumienia. Dla mnie to był szczególny rok. Dane mi było zostać misjonarką świecką, przeżyć część tego czasu w misji w Chikuni, gdzie mogłam pracować i przyglądać się intensywnej pracy polskich misjonarzy, jezuitów, ojców Andrzeja i Tadeusza. Dzieliłam się z Wami na łamach Bethanii moimi przeżyciami i refleksjami z pobytu w Zambii. Od mojego powrotu do Polski minęły już prawie cztery miesiące. Warto się zastanowić czy coś się zmieniło, czy w moim życiu dokonała się jakaś zmiana? I na pierwszy rzut oka można by odpowiedzieć, że niewiele się zmieniło. Wróciłam w to samo miejsce pracy, do tego samego środowiska, do rodziny, tych samych przyjaciół. Ziemia tak samo kręci się wokół Słońca, a życie dalej wypełnia szara codzienność: praca, dom, radości i smutki. Dalej jest dzień i noc na zmianę w swoim rytmie. Jednak kiedy się zatrzymam i spojrzę wstecz, widzę, że szara codzienność może być „niebieska”- gdy tylko pozwolimy się prowadzić. Dzięki decyzji o wyjeździe na misje jestem nie tylko bogatsza o niecodzienną przygodę, zyskałam wspaniałych przyjaciół i wyjątkowe przeżycia, ale misja w Chikuni to jakby drugi dom na drugiej półkuli, to miejsce i ludzie, którzy zajęli sporą część mojego serca i stali się częścią mojego życia w kilku jego wymiarach. Zarówno mieszkańcy Chikuni jak i nasi jezuiccy misjonarze stali się częścią mojego codziennego życia i mojej intensywniejszej modlitwy. Oni sami i ich intencje. Pan Bóg pozwala mi cieszyć się tym doświadczeniem poprzez świadczenie o Nim i mówienie o misjach w różnych środowiskach. Zarówno na uniwersytecie, w szkołach podstawowych i gimnazjach, w grupach duszpasterstw akademickich, wolontariuszy, kołach misyjnych i młodzieżowych grupkach oazowych. Zasłuchanie w opowieści misyjne i żywa reakcja słuchaczy głęboko mnie ujmuje i zadziwia. Ludzie zaskakują swoją hojnością i wrażliwością na drugiego człowieka oraz chęcią dzielenia się poprzez ofiarowanie drobnych darów na rzecz misji. Z ogromną radością i wdzięcznością wra cam do naszego spotkania w Nowym Sączu, kiedy to mogłam z Wami dzielić się moimi zdjęciami, przeżyciami, przygodami i opowiadać o drodze, jaką Pan Bóg mi wyznacza. To spotkanie dało mi poznać Was, którzy wspieracie ojca Andrzeja i misje w Chikuni. Dzięki Wam ojciec Andrzej może pracować w lepszym zdrowiu i z większymi siłami. Dziękuję Wam za świadectwo, jakim dla mnie jesteście, za Wasze wielkie serca, a przede wszystkim za modlitwę. Pozostając w kontakcie z ojcami jezuitami i misją w Chikuni, wiem jak wiele dla nich znaczycie. Wasza modlitwa i pomoc materialna niezmiernie się liczy, czyniąc z Was czynnych misjonarzy, mimo iż pozostajecie w Waszych domach. Niestety pora deszczowa w Zambii w tym roku nie jest obfita w opady. Na polach wysycha zasiana kukurydza. Sucha i twarda ziemia nie może rodzić. Żmudna praca nie przynosi żadnych owoców. Jeśli nie pojawi się deszcz, cały rok aż do następnej pory deszczowej będzie głodówką dla Zambijczyków i tragedią, o której aż trudno myśleć. Ojcowie boją się wręcz myśleć, jak trudne będą konsekwencje suszy i ile pociągną za sobą ofiar głodu. Drodzy, proszę każdego z Was bardzo gorąco o włączenie się w modlitwę o deszcz i dobre plony w Zambii. Niech Pan Prowadzi Was swą mocną ręką. Niech Was obdarza potrzebnymi łaskami, pokojem i zdrowiem w okresie Świąt Bożego Narodzenia oraz całym nowym, 2007 roku,

Marika Kreft

Drodzy Przyjaciele misji, Serdecznie dziękujemy za wszystkie ofiary złożone na ręce ojca proboszcza Józefa Bireckiego, za pośrednictwem pani Genowefy Wiercioch, zebrane wśród rodzin z Domowego Kościoła i przyjaciół ojca Andrzeja. Od września 2004 roku do grudnia 2006 roku wysłaliśmy do Chikuni 25 paczek o łącznej wadze 351 kg. Zawierały leki, żywność, sprzęt elektroniczny, części zamienne do różnych urządzeń, materiały piśmiennicze, alby stuły, reprodukcje ikony MB Częstochowskiej, itd. Mamy internetowy, stały kontakt z o. Andrzejem, dlatego wysyłamy to, co misji Chikuni jest najbardziej potrzebne. Spotykamy się z wielką życzliwością pań na poczcie, osób, które pomagają zdobyć części do różnych urządzeń, czy inne trudno dostępne towary. Zdarzyło się nawet, że poszukiwaliśmy produktu do produkcji sera, ponieważ w klimacie afrykańskim nie ma odpowiedniej flory bakteryjnej i nie udają się tam kefiry i sery, które mogłyby wzbogacić jadłospis naszych misjonarzy. O. Andrzej cierpi dotkliwie na nawracające pleśniawki i jedzenie kefirów mogłoby podnieść jego odporność. Pani z krakowskiej firmy zaopatrującej mleczarnie sprowadziła odpowiedni produkt z Belgii i, ponieważ jest nieco kosztowny, ofiarowała go gratisowo. Telefon do tej pani dostaliśmy od innej pani, pracującej w sądeckiej mleczarni. Jest to być może drobiazg, ale z jednej strony pokazuje, jak wielka jest życzliwość i ofiarność ludzi, a z drugiej strony uświadamia nam, że trudno jest nawet wyobrazić sobie trudności, z którymi na co dzień borykają się misjonarze. Dzisiaj robią sami doskonałe sery, których nie jedli od miesięcy, a które my kupujemy po prostu w sklepie.

Ojciec Andrzej niedawno sobie uświadomił, że kiedy rano wstaje nie ma zawrotów głowy, na wyniszczającą malarię choruje 4-5 razy w roku, a nie dwa razy w miesiącu jak kiedyś. Nasza pomoc jest niewielką kroplą w morzu potrzeb, małą w porównaniu z funduszami, które płyną od organizacji światowych. Ale cała pomoc, jaka dociera do Chikuni jest przeznaczona na projekty w parafii, nikt nie zajmuje się samymi misjonarzami, którzy usiłują przeżyć za 4-5 dolarów dziennie/na osobę. Życie w tym afrykańskim kraju jest znacznie droższe niż w Polsce. Dla porównania najtańszy dżem, który jest podstawą ich jadłospisu kosztuje 2,5 dolara. Dlatego wysłaliśmy im „dżemiksy” i robią sami smaczne konfitury z tamtejszych owoców. Najcenniejsze jest jednak dla nich to, że ktoś o nich dba, pamięta, modli się. To pozwala im tam żyć, pracować, wytrwać w trudnych momentach, zachować zdrowie i siły do pracy w morderczym klimacie.

Agata Sekuła .

powrót