Za oknem granatowe niebo rozświetlone gwiazdami, na dachach, chodnikach i polach skrzy się biały śnieg, mróz wydaje się trzaskać. Przy ogniu płonącym w kominku siedzi rodzina, której twarze ogrzewa jasny płomień, obok stoi świecąca choinka.

Już niczego nie brakuje, by czytając taki opis rozmarzyć się, a nawet wzruszyć. Ale można dodać coś, co rozmarzenie i wzruszenie wywoła na pewno: rozbrzmiewają kolędy… Z tego opisu może, z różnych przyczyn, zabraknąć wielu rzeczy: rozgwieżdżonego nieba, miękkiego śniegu (jak w tym roku), ciepłego kominka, pięknej choinki.

Ale na pewno będą kolędy – ich nie brakuje nigdy. Kolędy są fenomenem z najróżniejszych względów. Jako pieśni ściśle związane z chrześcijańskim kultem i liturgią stały się utworami goszczącymi w każdym niemal domu, który niekoniecznie z chrześcijańskim kultem ma coś wspólnego. Są jednymi z pierwszych melodii, jakie słyszymy w życiu. Często kolędy to jedyne utwory muzyczne śpiewane przez niektórych z nas – w ten sposób ratując śladowe choćby ilości czynnego uczestnictwa w kulturze muzycznej.

Kolędy w trudnych momentach naszej historii urastały do rangi „carmine patres” – stanowiły element walki o zachowanie polskości, w jakikolwiek sposób była ona zagrożona. Kolędy są, chyba można tak stwierdzić, pewnym synonimem rodzinności, są jednym z głównych wspomnień rodzinnego domu.

 

powrót