Boskie Oblicze

„Moje ostatnie cuda uczyniłem w Jerozolimie dla pocieszenia mej Matki: były to cud Eucharystii oraz Chusta Weroniki... Welon Weroniki jest również ościeniem dla waszych sceptycznych dusz. Porównaj oblicze z Chusty z obliczem na Całunie grobowym. To pierwsze jest obliczem Żyjącego, drugie – Umarłego. Lecz długość, szerokość, właściwości fizyczne, kształt, wszystkie cechy są identyczne. Połóż jeden obraz na drugim i zobacz, jak sobie odpowiadają. To Ja jestem. Ja, który chciałem wam przypomnieć, kim byłem i czym dla was z miłości się stałem”. Takie słowa zapisała włoska mistyczka Maria Valtorta 22 lutego 1944 roku w swoim dzienniku. Tradycja żydowska zabraniała wykonywania wizerunków Hebrajczycy nie mieli obrazów przedstawiających Boga Jahwe, nie portretowali również ludzi ani zwierząt. Wynikało to z faktu, że w dawnych czasach fetyszyzm, czyli oddawanie czci przedmiotom, był powszechną formą pogańskiego kultu. Zakaz wykonywania obrazów i rzeźb miał uchronić żydów przed bałwochwalstwem. O tym, że było to realne zagrożenie mówi sama Biblia.

Ks. Wyjścia opowiada, że naród wybrany na pustyni ulepił sobie złotego cielca, któremu zaczął oddawać cześć, wtedy gdy Mojżesz dość długo pozostawał na górze, rozmawiając z Bogiem. Ale właśnie ten zakaz sprawił, że chociaż Bóg wcielił się, przyjął postać widzialną, chociaż ludzie mogli dotykać Go, rozmawiać z Nim, nie pozostał żaden wizerunek Jezusa Chrystusa. Nie wiemy, jaką miał postać, nie znamy żadnego szczegółu jego wyglądu. Ewangelie mówią jedynie o jego spojrzeniu, które potrafiło przenikać ludzkie serce i odmienić życie Apostołów, jawnogrzesznicy, Zacheusza i wielu innych. Jezus dotykał, pozwalał się objąć, obmyć sobie nogi i natrzeć drogocennym olejkiem nawet osobom napiętnowanym, grzesznym, pogardzanym, jak celnicy i jawnogrzesznice. Najbardziej wyrazistym Jego rysem jest miłość. W człowieku jednak pozostaje tęsknota za Jego obliczem, za doświadczeniem takiej bliskości, która przenika do głębi, która przeszywa serce, nazywa po imieniu. Chrystus nie jest Bogiem anonimowym, abstrakcyjnym. Posiada Oblicze i szuka naszego. Istnieją dawne legendy, naj starsza pochodzi z VI wie ku, mówiące o tym, że za chował się obraz Świę tego Oblicza, i że nie jest to obraz uczyniony ludzką ręką. Legenda kamuliańska głosi, że pe wna poganka o imieniu Hypatia wyłowiła z wody, ze studni w swoim parku przedziwny Całun. Rozpoznała w nim oblicze Chrystusa.

Gdy wyciągnęła płótno z wody natychmiast stało się suche. Ani wizerunek, ani chusta nie zostały wykonane ludzka ręką. Legenda mówi, że z Kamuliany leżącej w pobliżu Edessy obraz powędrował do Konstantynopola, stolicy Cesarstwa Bizantyjskiego, gdzie stał się przedmiotem kultu i wzorem dla malarzy ikon. Inny tekst, w którym wspominany jest obraz Zbawiciela pochodzi z VI wieku z Gruzji, z Tbilisi. Pisze w nim, że: „Po Wniebowstąpieniu Chrystusa Niepokalana Dziewica przechowywała obraz, który powstał na - lub nad - grobowym całunem. Otrzymała Go z rąk samego Boga i przechowywała u siebie, by móc zawsze patrzeć na przepiękne Oblicze swego Syna. Ilekroć pragnęła oddać chwałę swemu Synowi, rozciągała płótno obrazu i modliła się, zwrócona ku wschodowi, z oczyma wzniesionymi ku Synowi, z uniesionymi ramionami”. Istnieją liczne świadectwa pisane potwierdzające istnienie Świętego Ob licza w Konstantynopolu. Legenda mówi, że obraz wykonany przez samego Chrystusa stał się sztandarem bojowym wojsk bizantyjskich w wojnach z Persami. W 662 roku poeta Georgios Pisides z zachwytem opisywał umieszczony na sztandarze wizerunek jako „obraz Logosu: Słowa, które wszystko stworzyło” jako „przez Boga stworzony praobraz”.

W 586 roku Theophahylaktos Simokattes wyraźnie zaświadczył, o nadprzyrodzonym pochodzeniu obra zu, którego „nie uczyniły ręce tkacza ani farba malarza”. Natomiast kazanie z 394 roku, którego autorstwo przypisywane jest Grzegorzowi z Nyssy, nazywa Kamulianę „nowym Betlejem”, porównując powstanie obrazu do narodzin Jezusa. Tak jak On przyszedł na świat z Maryi Dziewicy i z Ducha Świętego, aby pozostać między ludźmi, tak samo ten cudowny wizerunek kontynuuje to, co na ziemi uczynił Jezus – pozostaje obecny w swej mocy i chwale. Od 705 roku w Bizancjum wizerunek uznaje się za zaginiony. Pojawia się dopiero po splądrowaniu Konstantynopola przez krzyżowców. W 1208 roku, papież Innocenty III zarządził, by w każdą drugą niedzielę po przypadającej 6 stycznia uroczystości Objawienia Pańskiego odbywała się procesja, podczas której uroczyście przenoszono Całun ulicami miasta. Papież kazał zbudować specjalną kaplicę dla Weroniki, jak zaczęto nazywać obraz. Przypuszcza się, że w okresie niepokojów i zamieszek obraz potajemnie wywieziono z Konstantynopola do Rzymu, gdzie przechowywano go w ukryciu, aby nie upomnieli się o niego Bizantyjczycy.

Nie byłby to pierwszy przypadek wykradzenia przedmiotu kultu. Posiadanie tak cennej relikwii przydało splendoru stolicy chrześcijańskiego świata i ściągało rzesze pielgrzymów do Rzymu. Ugruntowało również pozycję Bazyliki św. Piotra, gdzie Weronika była przechowywana, jako pierwszego kościoła chrześcijaństwa. Jednakże z czasem znaczenie tego skarbu Kościoła umniejszyło się. Nikt, poza kilkoma kanonikami, nie może oglądać Chusty z bliska, ci którzy ją widzieli twierdzą, że przedstawia kilka zamazanych, mało czytelnych, rdzawych plam. Jak mogło do tego dojść? Pojawia się hipoteza, że zapewne około czterysta lat temu autentyczna Weronika znikła z Rzymu, a jej miejsce zajęła niezbyt udana atrapa. Czyżby Całun stał się po raz kolejny przedmiotem kradzieży? Tezy takiej próbuje dowieść Paule Badde, znany pisarz i rzymski korespondent dziennika „Die Velt” w swej książce „Boskie Oblicze. Całun z Manopello”. Badde twierdzi, że odnalazł w Abruzji na wybrzeżu Adriatyku tajemnicze płótno, utkane z morskiego jedwabiu, techniką, która dziś została zapomniana. Morski jedwab uzyskuje się z muszli małż, kiedyś był najcenniejsza tkaniną, jaką znał świat, półprzejrzystą, mieniąca się w świetle. Co istotne, bisioru, bo tak nazywa się ten materiał, nie można farbować, nie nadaje się również do malowania.

W jaki sposób miałoby powstać Cudowne Oblicze przechowywane w starym włoskim opactwie? Badde twierdzi, że jest to chusta Magdaleny, żydowskiej kurtyzany nawróconej przez Jezusa. To ona złożyła je na grobowym całunie spowijającym ciało ukochanego Mistrza, jako wyraz ostatniego pożegnania i miłości. To o tej Chuście św. Jan miałby napisać że leżała w pustym grobie, jednak nie razem i z innymi płótnami, lecz zwinięta osobno. Istnieje wyraźne podobieństwo między wizerunkiem oblicza z Manoppello i Całunem Turyńskim. Identyczne proporcje twarzy, ślady ran i plamy krwi, miałyby być dowodem tego, że oba płótna pochodzą z grobu Pańskiego. Można przypuszczać, że oba Całuny nasączone były roztworem aloesu i mirry, który sprawił, że płótna stały się materiałem światłoczułym. W momencie zmartwychwstania Jezusa utrwaliły Jego obraz na płótnie niczym klisza fotograficzna. Całun z Turynu to negatyw, a oblicze na Chuście to pozytyw. Paule Badde tak opisuje swoje pierwsze spotkanie ze Świętym Obliczem w Manoppello: „Z szeroko otwartych oczu emanuje niewytłumaczalny spokój.

Zaskoczenie, zdziwienie, zdumienie. Łagodne miłosierdzie. Żadnego bólu, gniewu, przekleństwa na ustach. Twarz na obrazie przypomina oblicze człowieka, który właśnie obudził się ze snu. Cienie pod oczami są tak delikatne, ze sam Leonardo da Vinci nie byłby w stanie wznieść się na wyższy poziom malarskiego kunsztu(...). Kiedy ojciec gwardian otwiera główne drzwi, by przewietrzyć świątynię, Oblicze kieruje swe spojrzenie na plac przed kościołem i dalej - ku pobliskim domom i całej równinie Pescary. Obraz znika w świetle poranka. Ulatnia się jak sen; Welon staje się przeźroczysty jak szyba (...). O ile mocne przenikliwe światło wywołuje wokół Oblicza wielobarwne efekty, o tyle sama Twarz pozostaje zupełnie bez zmian. Całun jest tak delikatny, że wydaje się, iż po zwinięciu można by go zmieścić w łupinkę włoskiego orzecha. Gdyby tylko był rzeczywiście obrazem, namalowanym przy użyciu prawdziwych farb...Ale to niemożliwe! To nie może być obraz ani rysunek. Na płótnie nie ma najmniejszego śladu farby”.

Agata Sekuła

powrót