OJCIEC PROBOSZCZ ODPOWIADA

Droga z Betlejem

Dlaczego w Kościele świętujemy Sylwestra i Nowy Rok?

Kościół 31 grudnia wspomina św. Sylwestra papieża, a 1 stycznia Maryję Rodzicielkę Boga, Jezusa Chrystusa. Te dwa dni są niewątpliwie przełomowe. Kończy się przecież jeden rok zaczyna nowy. Choć jest to rzecz umowna, to ekscytuje wielu. Dla jednych to dobra okazja do zabawy, inni zatrzymują się na modlitwie. Tradycja tak hucznego świętowania sięga przełomu I i II tysiąclecia. Pod koniec pierwszego tysiąclecia istniało dość mocno rozpowszechnione przekonanie, że świat ma się ku końcowi, a rok 999 będzie ostatnim. Ten lęk, strach przed końcem świata udzielił się wielu ludziom. I kiedy nastąpił nowy rok 1000, a ludzie spostrzegli, że nic się nie stało, a świat istnieje nadal i całkiem dobrze się ma, ludzie licznie wylegli na ulice miast, aby świętować, cieszyć się. Poproszono też o błogosławieństwo na nowy rok papieża Sylwestra II. To od tego czasu, a więc od tysiąca lat, kolejni papieże udzielają światu błogosławieństwa w Nowy Rok. Stara jest też tradycja hucznego obchodzenia sylwestra, odgłosy wystrzeliwanych korków od szampana i petard miały w przekonaniu ludzi odstraszyć, przepędzić stary rok jak najszybciej, a z nim to wszystko co było złe, i z drugiej strony

Jak Ojciec ocenia miniony rok?

Dla parafii niewątpliwie był to dobry rok. Cieszy obecność wiernych w kościele, liczne grupy dzieci, ciągle wzrastająca liczba młodych zgromadzonych w Magisie. Wiele osób kieruje swoje kroki do kościółka kolejowego i, mam nadzieję, otrzymują oczekiwaną pomoc. Bardzo wielu korzysta w naszym kościele z sakramentu pojednania.

A jakie są plany na rok 2007?

Rok ten jest dla nas szczególny. Mamy mały jubileusz: 110-lecie kościoła i 70. rocznicę postania parafii. Poprzez misje miłosierdzia w okresie wielkiego postu będziemy starali się odnowić duchowo. A na jesieni, dokładnie w listopadzie, planujemy kilkudniowe obchody, imprezy, którymi chcemy zaznaczyć te dwie daty. Planowane jest też wydanie książki monograficznej o kościele i parafii.

W Nowy Rok życzymy sobie zwykle szczęścia i pomyślności. Jak Ojciec ocenia pojawiające się co jakiś czas w Internecie w naszej poczcie, a nawet na kościelnych ławkach kartki, które obiecują nam szczęście, jeśli odmówimy jakąś modlitwę, przepiszemy ją 60 razy poślemy znajomym? Osobiście nie jestem przekonany do takich form modlitwy czy recept na szczęście, ale jak widać po ilości kartek pozostawianych w kościele, wielu tak. To takie, życzeniowe a czasem wręcz magiczne podejście do rzeczywistości. Wystarczy trochę wysiłku, mały drobiazg, przepisanie tego czy owego określoną ilość razy i efekt murowany, a przynajmniej tak by się chciało. Ale czy Pan Bóg to św. Mikołaj? Jeśli we mnie jest poważny problem, czy rodzina jest skłócona, to samo pisanie kartek nie wystarczy. Owszem, trzeba się modlić, ale trzeba też podjąć trud przemiany, wyciągnąć rękę do zgody, przeprosić, itd. Szczęśliwy człowiek to ten, który dostrzega dobro wokół siebie, chce dobra dla drugiego człowieka, chętnie innym służy pomocą. Pan Jezus w Kazaniu na górze pozostawił złotą zasadę postępowania: Wszystko, co byście chcieli, żeby ludzie wam czynili i wy im czyńcie(Mt 7,12). To lepiej zapewni nam szczęście niż łańcuszek św. Antoniego.

Jak długo w kościele trwa okres Bożego Narodzenia?

Do kiedy śpiewamy kolędy? Niedziela Chrztu Pańskiego kończy ten okres. Ale w naszej polskiej tradycji śpiewamy kolędy aż do 2 lutego. Do tego czasu też pozostają w naszych kościołach szopki i choinki. Jak widać, dobrze czujemy się w tej bożonarodzeniowej atmosferze. Tuż po Bożym Narodzeniu liturgia przypomina o trzech królach, którzy przybyli do Betlejem. To niejako kontynuacja świąt. Jezus objawia się już nie tylko pasterzom, ale również poganom. Ci trzej reprezentują cały ówczesny świat pogański, także świat nauki. Określamy ich przecież mędrcami, umieli czytać gwiazdy, czynili refleksję nad światem. To znaczy, że objawienie Boga skierowane jest do wszystkich. Bóg każdemu daje znaki, byśmy mogli Go rozpoznać. Dla mędrców była to gwiazda, która nota bene też w pewnym momencie znika, dla nas tym znakiem może być coś innego. Słyszymy jednak, że ci trzej odnaleźli Jezusa w Betlejem i nie wracają już do Heroda do Jerozolimy, ale jak mówi Ewangelia, inną drogą wracają do ojczyzny. Pewnie każde spotkanie z Jezusem sprawia, że już inną drogą wracamy do naszych małych ojczyzn, do domów. Warto zastanowić się, co zmieniły tego roku święta w naszym życiu, co pozostawiły w sercu, w naszej codzienności? Czy kiedy rozbierzemy choinkę, przestaniemy śpiewać kolędy, wrócimy znów w dawne koleiny życia, czy tak jak trzej mędrcy, pójdziemy już inną drogą?

Jakie przesłanie niesie Święto Ofiarowania Pańskiego?

Z jednej strony wspominamy to wydarzenie, jakie miało miejsce w świątyni jerozolimskiej, gdzie Maryja i Józef przedstawiają, oddają Jezusa Bogu, zgodnie z tradycją żydowską. Jest też drugi wymiar, ten Jezus jeszcze jako dziecię rozpoznany przez proroka Symenona i prorokinię Annę staje się światłem, mocą. I z znów nasza polska tradycja oddaje to za pomocą świecy, zwanej gromnicą. Ta świeca, poświęcona w uroczystość ofiarowania, symbol Jezusa, towarzyszy nam przez całe życie. W wielu rodzinach zachowała się do dziś tradycja zapalania świecy w czasie burz, w chwilach nieszczęść, a zwłaszcza w godzinie śmierci. Jezus jak ta świeca rozświetla mroki naszego życia. Jan Chrzciciel prowadził nas do Betlejem, w liturgii Adwentu wskazywał Mesjasza. Spotykamy go znów tuż po Bożym Narodzeniu, w uroczystość Chrztu Pańskiego. Czy jest to ważne wydarzenie dla Kościoła? Uroczystość Chrztu Pańskiego pokazuje nam z jednej strony, jak mocno Jezus wszedł w nasze życie, przyjmując chrzest, chociaż go nie potrzebował. W scenie nad Jordanem widzimy proroka, Jana Chrzciciela, który wzywa grzeszników do nawrócenia. Jan, wychowany w kulturze żydowskiej, zna Pisma, które zapowiadają Mesjasza. Ma pewne konkretne wyobrażenia, jak będzie wyglądał, jak się będzie zachowywał. To zapowiadany zbawiciel, król pełen potęgi i chwały. Jakież jest jego zdziwienie, gdy wyłania się On z tłumu, z grona grzeszników, którzy przyszli pokornie prosić o chrzest nawrócenia. Widzimy wahanie Jana. Ja nie mogę Cię ochrzcić, to Ty powinieneś ochrzcić mnie! Jezus jednak nalega, nie dlatego, żeby potrzebował chrztu. On w tym miejscu, w tej rzece staje pośród grzeszników, aby zaświadczyć, pokazać, że bierze ludzki grzech na swoje ramiona i poniesie go aż na Kalwarie. Gdy został ochrzczony natychmiast wyszedł z wody, gdy tymczasem inni zatrzymują się chwile i wyznają swoje winy. Wahanie Jana, jego zaskoczenie, jest czasem naszym doświadczeniem. Bywa że i nas Bóg zaskakuje, stawia wobec sytuacji i spraw, które są trudne do przyjęcia. Trzeba wielkiej pokory i wiary, żeby w takiej chwili nie zwątpić. Ale, kiedy tak jak Jan oddajemy się Bogu, wtedy On bierze nas na ramiona, niesie, przebacza, wspiera. Scena nad Jordanem przywodzi nam na pamięć nasz chrzest, w którym łączymy nasze życie z Jezusem. Jak mówi św. Paweł już nie żyję dla siebie, żyje w mnie Chrystus. W trudzie, cierpieniu, w radości jest ze mną Jezus.

powrót