Bóg jest pokojem, miłością i przebaczeniem

Homilia o. proboszcza z Pasterki

Znów mamy święta. Dane nam jest – bo to niewątpliwie dar, przeżywać święta Bożego Narodzenia. Te 4 tygodnie adwentu, które mamy już za sobą, miały wyczulić nasze serca, na to, aby dziś, stojąc w naszym Betlejem, w tym małym dziecięciu rozpoznać Jezusa, zbawiciela ludzkości. Rozpoznać i przyjąć Jezusa jako mojego zbawiciela. Na szczęście, dla wielu z nas, może nawet dla wszystkich, pomimo licznych obowiązków, spraw, pomimo zmęczenia, ten właśnie dzień jest wyczekiwany. Bo to jedyny dzień w roku, kiedy niebo łączy się ziemią. Kiedy to, co niemożliwe, staje się możliwe. Przed paroma godzinami spotkaliśmy się w gronie najbliższych przy wigilijnym stole.

Wypowiedzieliśmy wiele pięknych życzeń. Czy się spełnią? Wspieramy te nasze życzenia modlitwą i wierzymy że tak. Szybko można zmienić wystój miast, ulic, domów. Inaczej dzieje się z naszym sercem, czy naszym życiem. A przecież chcemy, aby nasze serca, z zimnych i zamkniętych, stały się gorące i otwarte, kochające. A to może sprawić, tylko On – Jezus. Noc ma to do siebie, że nic, albo prawie nic nie widzimy. Potrzeba odrobiny światła dla orientacji. To dzięki światłu dostrzegamy przedmioty, ludzi, drogę. Tym światłem, które sprawiło, że tu jesteśmy, że kierujemy nasze oczy ku Jezusowi, że w tym małym dziecięciu dostrzegamy Zbawiciela, jest nasza wiara. To o każdym z nas jest mowa w I czytaniu – słyszeliśmy - Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką. Nad mieszkańcami kraju mroku zabłysło światło – Tym światłem jest nasza wiara w Jezusa. Potrzeba niewątpliwie oczu wiary, aby pomimo błyszczącej dekoracji naszych ulic, domów, a nawet kościołów, w tym szumie przedświątecznym - nie przegapić jednego. Nie przegapić Jezusa przychodzącego do nas w pokorze i ubóstwie. To nieustanne niebezpieczeństwo, jakie nam zagraża.

Jakoś bliżej nam, ludziom, do Boga przychodzącego w splendorze, w chwale, aniżeli do Boga przychodzącego w ubóstwie, poniżeniu i pokorze – a tak przychodzi Jezus. Cicha noc, święta noc. Tak. I to zarówno ta 2000 lat temu, kiedy Jezus przyszedł na świat – narodził się w Betlejem. Jak i ta dzisiejsza, w czasie której Jezus przychodzi na ołtarzu, a potem do naszych serc. Jezus przychodząc przed laty w Betlejem, złączył się z nami na zawsze. Stał się towarzyszem drogi każdego z nas. Ilekroć przecież Go przyjmujemy, doświadczamy miłości, doświadczamy pokoju, doświadczamy przebaczenia, doświadczamy zbawienia.

Tak wielu z nas doświadczyło przebaczenia w ostatnich dniach. Doświadczyło pokoju. Nie lada pokory potrzeba nam, i to każdego dnia, by jak pasterze pokonać czasem długą drogę, takie czy też inne opory i przeciwności, aby przyjść do Jezusa, a potem uklęknąć i oddać cześć Jezusowi. I wyznać – Ty jesteś moim Jedynym Zbawicielem. Czasem doświadczamy pomocy aniołów w tym rozpoznaniu Jezusa jako zbawiciela, ale doświadczamy też samotności, pustki, niewiedzy, kiedy nie ma przy nas anioła. Kierujmy naszą modlitwę do Maryi, prośmy, by czyniła nasze serca gotowe do przyjmowania Jezusa, dziś - w tę cichą, świętą noc, i każdego dnia.

 

powrót